Z artykułu dowiesz się:
- jak mądrze i bez strat czasu przejść od amatorskiego hobby do pasieki półzawodowej;
- ile kosztują i jak sprawdzają się w praktyce mechaniczne podnośniki oraz dźwigi do uli;
- jakie sposoby i urządzenia pozwalają błyskawicznie rozlewać miód oraz równo naklejać etykiety.
Czas to pieniądz
To stwierdzenie wydaje się oczywiste w przypadku większych pasiek. O jego prawdziwości przekonują się także ci pasiecznicy, którzy postanawiają w pewnym momencie przekroczyć typowo hobbystyczną, amatorską skalę i z utrzymywania pszczół uczynić dodatkowe lub też podstawowe źródło utrzymania.
Od amatora do półzawodowca
Trudno jest ustalić liczbowo, gdzie przebiega granica pomiędzy postrzeganiem pszczelarstwa jako hobby czy nawet pasji a czymś więcej. Zgadza się – czymś więcej. Bywa, że opiekunom niewielkich pasiek wydaje się, że gdyby one urosły to, zamiast odwiedzać pszczoły z chęci i zamiłowania, czynić musieliby to z poczucia obowiązku. Zamiast przygody, odczuwaliby rutynę i zmęczenie. Jako osoba, która przeszła drogę od posiadacza 3 zasiedlonych uli do ponad dwóch setek, mogę uczciwie przyznać, że tak rzeczywiście jest, ale jedynie do pewnego stopnia i tylko w niektórych, z reguły najcięższych okresach w sezonie. Takie wnioski mam także z rozmów z posiadaczami dużych, jak na polskie warunki pasiek, liczących ponad tysiąc rodzin. Być pszczelarzem w Polsce w obecnym czasie, kiedy to warunki ekonomiczne przestały naszej branży sprzyjać, i nie kochać lub przynajmniej nie czuć sympatii do pszczół, zwyczajnie się nie da.
[...] - część treści ukryta, w całości dostępna tylko dla zalogowanych e-PrenumeratorówSzybsze pozyskiwanie wiedzy
Gdy zaczynałem swoją przygodę z pszczołami równo dwadzieścia lat temu, popularne było w branży powiedzenie: „Najpierw teoria, głupcze!”. Proste, krótkie, ale dość dobrze oddaje sens i znaczenie zgromadzenia podstawowej wiedzy teoretycznej przed podjęciem praktycznych działań. Źródeł pozyskiwania informacji jest obecnie wiele i nie chciałbym wskazywać tych najlepszych. Dla każdego mogą one być inne, choćby ze względu na szeroki zakres tego, czym można zajmować się w pszczelarstwie. Pamiętam, gdy raz zwrócił się do mnie z prośbą o pomoc marynarz, który zakładał rodzinę i chciał zmienić swoje życie, być w domu, przy żonie i dziecku. Poprosił o audyt gospodarstwa, lokalnej bazy pożytkowej, porady w zakresie organizacji pasieczysk, wędrówek, pracowni pasiecznej. Dla nas obu głównym kierunkiem produkcji miał być miód. I choć doradzałem, jak mogłem najlepiej, i miód wciąż jest esencją mojej działalności pasiecznej, to ów były marynarz dziś jest hodowcą matek pszczelich (działalność, która nigdy mnie nie pociągała) i upodobał sobie pszczoły środkowoeuropejskie (rasa, której zalety nigdy do mnie nie przemawiały). Co ciekawe, wciąż jesteśmy w kontakcie i mamy wzajemnie, jak sądzę, jak najlepsze zdanie na temat tego, czym druga osoba się zajmuje.
Chciałbym za to przestrzec przed bezpłatnymi źródłami wiedzy. Niektóre są wartościowe, zazwyczaj w jakiejś części. Przeważnie jednak albo nic nie wnoszą, albo stosowanie zawartych w nich porad jest po prostu szkodliwe. Mam na myśli przede wszystkim treści publikowane w serwisie YouTube, które nie podlegają recenzowaniu przez specjalistów. To bardzo ładnie brzmi, gdy ktoś mówi, że dzieli się wiedzą dla idei, albo z pasji. Najczęściej jednak jest tak, że po prostu nikt nie chce tym osobom płacić za ich porady pozbawione wiedzy merytorycznej, a nierzadko nawet stojące w sprzeczności z aktualnym stanem wiedzy o pszczelarstwie, a w skrajnym przypadkach także ze zdrowym rozsądkiem. Sugerowałbym, by sięgać po książki z dobrych wydawnictw czy fachowe czasopisma, zapisać się na płatne, porządne szkolenia. Szybciej i lepiej jest od razu stworzyć poprawną, przydatną i bezpieczną dla pszczół koncepcję prowadzenia gospodarstwa niż wsłuchiwać się w głosy różnych „szamanów”, wdrażać ich zalecenia w życie, a potem poświęcać czas i środki na niwelację szkód i powrót do punktu wyjścia.
Szybsze wędrówki
Jednym z elementów transformacji w kierunku półzawodowstwa jest zainicjowanie wędrówek z pszczołami. W braku dostatecznej mobilności pasiek upatrywać należy też głównej przyczyny przepszczelenia niektórych części kraju, i w efekcie bardzo niskiej produktywności krajowych pasiek, choćby na tle gospodarstw z krajów ościennych. Ręczne ładowanie uli na furgonetkę i ich zestawianie w tymczasowej lokalizacji jest najtańszym sposobem prowadzenia wędrówek, ale na dłuższą metę nieakceptowalne. Powoduje to zużycie organizmu oraz podwyższone prawdopodobieństwo wystąpienia kontuzji w szczycie sezonu.
Najłatwiej zaopatrzyć się z jednoosiowy wózek z chwytakiem na ul. Najprostsze rozwiązania tego typu są ręczne – zarówno przemieszczanie wózka, jak i podnoszenie ładunku odbywa się za pomocą mięśni. Korzystanie z takiego rozwiązania jest mniej męczące niż ręczne przestawianie uli a wózek taki, nowy, nabyć można już za ok. 2-2,5 tys. zł. Nie daje jednak bezpośredniej oszczędności czasu. Co innego, gdy w grę wchodzą elektryczne wózki tego typu. Mogą one mieć napęd na jedno lub dwa koła i podnosić sporo ponad 100 kg. Pozwalają na przyspieszenie załadunku i rozładunku uli we względnie płaskim terenie, można je wykorzystywać także przy przewozie korpusów z miodem zarówno na pasieczyskach, jak i w pobliżu oraz w obrębie pracowni. Wózki te są jednak droższe. Trzeba się liczyć z wydatkiem 6–7,5 tys. zł za podstawowy model, do kwoty przekraczającej nawet 20 tys. zł za najbardziej dopracowane i najlepiej wyposażone warianty.
[...] - część treści ukryta, w całości dostępna tylko dla zalogowanych e-PrenumeratorówSzybszy rozlew i etykietowanie
O miodobraniu i sposobach na jego przyspieszanie pisałem już wcześniej na łamach czasopisma „Pasieka”. Tym razem jednak odniosę się do innego, także ważnego etapu obróbki miodu. Mowa o jego rozlewaniu i oznaczaniu jednostkowych opakowań. Tutaj również podeprę się własnymi doświadczeniami.
Pierwszym udogodnieniem, z którego w tym zakresie korzystałem, był stół z podwójnym blatem wspartym na konstrukcji, którą wyspawałem z różnych profili i kątowników, jakie akurat zostały w złomowni po ukończeniu poważniejszych projektów. Na wyższym blacie znajdowały się dwa 150-litrowe odstojniki grawitacyjne, a na niższym, pod spustami klapkowymi, ustawiałem słoiki, do których nalewałem miód. Rozwiązanie to gwarantowało poprawę ergonomii i możliwość dłuższej pracy bez konieczności wykonywania przerw.
Następnie, po kilku sezonach, okazjonalnie zakupiłem nalewarkę z pompą zębatą niemieckiego producenta. Urządzenie było używane, ale w dobrym stanie. Dawkowanie miodu można było ustawić bardzo precyzyjnie, zaczynało się z chwilą umieszczenia słoika w odpowiednim położeniu, a kończyło po odmierzeniu zadanej ilości automatycznie. Podczas nalewania jednego słoika mogłem etykietować poprzedni, przynosić puste opakowania lub wynosić pełne. Przeskok z nalewania z odstojnika z zaworem klapkowym był bardzo odczuwalny pod względem czasu, jaki ta czynność mi zabierała.
[...] - część treści ukryta, w całości dostępna tylko dla zalogowanych e-Prenumeratorów
Szybsza sprzedaż
Sprzedaż w ostatnich dwóch sezonach przysparza wiele problemów. W niedużym gospodarstwie, w półzawodowej pasiece, gdzie wytwarza się przykładowo 3–5 tys. produktów ogółem, wyzbycie się ich na rynku detalicznym przed nadejściem nowego sezonu bywa trudne lub wręcz niemożliwe.
[...] - część treści ukryta, w całości dostępna tylko dla zalogowanych e-PrenumeratorówNie zaniedbywałbym sprzedaży „z domu”. Choć mieszkam w małej miejscowości, w niezbyt ludnej gminie, to zaskakująco dobre rezultaty przyniosło umieszczenie wizytówki pasieki i w ogóle gospodarstwa w mapach Google. Przy okazji wymiany ogrodzenia, odnowiłem także szyld informujący o sprzedaży bezpośredniej miodu. Postawiłem na podświetlany, „inteligentny” kaseton, który zapala się codziennie o zachodzie słońca, a gaśnie o 22:00. Już co najmniej kilkanaście osób poprzez jeden lub drugi sposób trafiło do mnie i w większości są teraz moimi stałymi klientami.
O efektywności i nie tylko
Starałem się zwrócić uwagę czytelników czasopisma „Pasieka” na kilka obszarów, gdzie możliwe jest podniesienie wydajności prac. Chodzi o wykonywanie działań szybciej, ale bez uszczerbku dla jakości uzyskiwanego finalnie produktu, jaki trafi do konsumenta czy dla bezpieczeństwa pszczół. Wybrałem te elementy, które wydawały mi się szczególnie ciekawe lub nieoczywiste. Mam nadzieję, że osoby, które chcą cieszyć się pszczołami i pszczelarstwem, a przy okazji zarabiać, skorzystają na tych poradach. Ale…
[...] - część treści ukryta, w całości dostępna tylko dla zalogowanych e-PrenumeratorówI na koniec konstatacja z pozycji półzawodowca. Obecnie mam już dość liczną grupę powracających klientów, zbudowałem rynek. Poniosłem też nakłady na maszyny, ule, pojazdy. Moja sytuacja jest zatem dość oczywista: spróbuje ten trudny czas po prostu przeczekać w nadziei na normalizację. Gdybym jednak dziś rozważał wyjście poza typowo amatorski poziom, pasiekę z 5 czy 10 ulami i inwestycje w rozwój a coś innego, co zasili, wspomoże mój domowy budżet, to pewnie wybrałbym …coś innego.
Michał Piątek
www.facebook.com/gospodarstwopogodnypiatek

