Z artykułu dowiesz się:
- dlaczego rekordowo silne rodziny jesienią mogą nie przetrwać zimy, podczas gdy słabe odkłady dają sobie radę.
- jak ukryte porażenie warrozą i wirusami niszczy potencjał biologiczny pszczół na długo przed nadejściem mrozów.
- dlaczego nadmierna wilgoć w ulu i zbyt długie czerwienie matki są groźniejsze dla zimowli niż niskie temperatury.
Siła to nie wszystko. Co naprawdę decyduje o sukcesie zimowli rodzin pszczelich?
Każdy pszczelarz zna to uczucie niepewności towarzyszące pierwszemu wiosennemu przeglądowi. Jeszcze jesienią pasieka wydawała się przygotowana wzorowo. Rodziny były liczne, zapasy pokarmu wystarczające, leczenie przeciwko warrozie przeprowadzono zgodnie z zaleceniami, a matki czerwiły prawidłowo. Tym większe jest zdziwienie, gdy po otwarciu uli okazuje się, że właśnie te najsilniejsze rodziny nie przetrwały zimy, podczas gdy znacznie słabsze odkłady czy niewielkie rodziny przezimowały bez większych problemów i już w pierwszych cieplejszych dniach rozpoczynają intensywny rozwój. Takie sytuacje zdarzają się znacznie częściej, niż mogłoby się wydawać. W praktyce pszczelarskiej można znaleźć wiele przykładów świadczących o tym, że liczebność rodziny jesienią nie jest jedynym, a często nawet nie najważniejszym wyznacznikiem jej szans na przetrwanie zimy.
Przez wiele lat wśród pszczelarzy panowało przekonanie, że sukces zimowli zależy przede wszystkim od siły rodziny. Im więcej pszczół obsiadało ramki we wrześniu, tym większa miała być gwarancja pomyślnego przezimowania. W rzeczywistości jest to jedynie jeden z wielu elementów niezwykle złożonego procesu biologicznego. Współczesne badania nad fizjologią pszczoły miodnej oraz obserwacje prowadzone zarówno w pasiekach zawodowych, jak i amatorskich pokazują, że o losach rodziny decyduje przede wszystkim jej kondycja zdrowotna, wiek i jakość pszczół zimowych, poziom porażenia pasożytami, obecność wirusów, jakość matki oraz sposób prowadzenia gospodarki pasiecznej już od połowy lata.Paradoks polega na tym, że bardzo silna rodzina może wejść w zimowlę z ogromnym bagażem problemów niewidocznych podczas zwykłego przeglądu. Liczne pszczoły sprawiają wrażenie zdrowych, jednak część z nich może być już osłabiona przez pasożyta Varroa destructor, zakażona wirusami lub wyczerpana intensywnym wychowem późnego czerwiu. Taka rodzina wygląda imponująco jeszcze we wrześniu, lecz jej potencjał biologiczny jest znacznie mniejszy, niż sugeruje liczba pszczół. Z kolei niewielki odkład z młodą matką, wychowujący zdrowe pokolenie pszczół zimowych, może dysponować znacznie większą odpornością i lepszą organizacją pracy wewnątrz ula. Efekt staje się widoczny dopiero kilka miesięcy później.
Coraz częściej pszczelarze zwracają uwagę na fakt, że zimowla nie rozpoczyna się w październiku ani w listopadzie, lecz już w lipcu. To właśnie wtedy rozpoczyna się proces wychowu przyszłych pszczół zimowych. Ich organizm różni się od pszczół letnich niemal pod każdym względem. Żyją kilkakrotnie dłużej, posiadają znacznie większe zapasy białek i tłuszczów zgromadzonych w ciele tłuszczowym oraz wykazują większą odporność na niskie temperatury i stres środowiskowy. Jeżeli jednak larwy tych pszczół rozwijają się w komórkach silnie opanowanych przez roztocza V. destructor, ich organizm od początku funkcjonuje gorzej. Nawet jeśli takie pszczoły wyglądają zewnętrznie normalnie, ich zdolność do przetrwania zimy znacząco maleje.
To właśnie dlatego liczba pszczół nie zawsze odzwierciedla rzeczywistą wartość biologiczną rodziny. Dwie rodziny mogą zajmować identyczną liczbę ramek, lecz jedna z nich będzie składała się z młodych, dobrze odżywionych robotnic o wysokiej odporności, natomiast druga z pszczół przedwcześnie zużytych, których organizmy zostały osłabione przez pasożyty i wirusy. Dla pszczelarza obie będą wyglądały podobnie. Dla biologii różnica jest jednak ogromna.
[...] - część treści ukryta, w całości dostępna tylko dla zalogowanych e-PrenumeratorówCoraz więcej badań wskazuje również na ogromne znaczenie chorób wirusowych. Szczególnie niebezpieczny jest wirus zdeformowanych skrzydeł, który przez wiele lat kojarzono głównie z charakterystycznymi, zniekształconymi pszczołami pojawiającymi się przed ulem. Dzisiaj wiadomo, że zdecydowana większość zakażeń przebiega bez widocznych objawów. Pszczoły wyglądają zdrowo, jednak ich organizm funkcjonuje znacznie gorzej. Skraca się długość życia, pogarsza orientacja w terenie, zmniejsza odporność na stres i spada zdolność do ogrzewania gniazda. W rezultacie rodzina może wejść w zimę jako bardzo liczna, ale biologicznie osłabiona.Nie bez znaczenia pozostaje także sposób prowadzenia leczenia przeciwko warrozie. Wielu pszczelarzy koncentruje się na jednym zabiegu wykonanym jesienią, uznając go za wystarczający. Tymczasem skuteczna walka z pasożytem wymaga przede wszystkim odpowiedniego terminu działania. Jeżeli leczenie rozpoczyna się dopiero wtedy, gdy większość pszczół zimowych została już wychowana, nawet bardzo skuteczny preparat nie cofnie szkód powstałych wcześniej. Pasożyty mogą zostać usunięte z ula, ale uszkodzonych organizmów robotnic nie da się już odbudować. To właśnie dlatego doświadczeni pszczelarze coraz częściej podkreślają, że najważniejszym celem nie jest wyłącznie ograniczenie liczby roztoczy jesienią, lecz ochrona pokolenia pszczół zimowych już w drugiej połowie lata.
Kolejnym elementem decydującym o powodzeniu zimowli jest jakość matki pszczelej. W praktyce pasiecznej bardzo łatwo ulec złudzeniu, że matka, która intensywnie czerwi i pozwala rodzinie osiągnąć dużą liczebność, spełnia swoją rolę bez zarzutu. Tymczasem liczy się nie tylko ilość składanych jaj, lecz także regularność czerwienia, jakość potomstwa oraz zdolność do utrzymania spójności całej kolonii. Młode matki zazwyczaj lepiej dostosowują rytm czerwienia do zmieniających się warunków środowiska. Rodziny prowadzone przez takie matki szybciej kończą intensywny wychów czerwiu i koncentrują się na przygotowaniu pszczół zimowych. Dzięki temu młode robotnice mogą zgromadzić odpowiednie rezerwy energetyczne i wejść w zimę w lepszej kondycji.
Znaczenie ma również pokarm pozostawiany rodzinie na zimę. Wśród pszczelarzy często powtarza się, że najważniejsza jest ilość zapasów. Chociaż niedobór pokarmu może być przyczyną strat zimowych rodzin pszczelich, zdecydowanie częściej o ich przeżywalności decyduje jakość zgromadzonych zapasów pokarmowych.
Syrop cukrowy przygotowany zbyt późno może nie zostać odpowiednio przerobiony przez pszczoły. Nadmierna ilość spadzi w niektórych regionach kraju zwiększa ryzyko wystąpienia biegunki zimowej, szczególnie podczas długotrwałych okresów bez oblotu. Coraz większą uwagę zwraca się także na odpowiednią zawartość pyłku w końcowym okresie sezonu. To właśnie białko pochodzące z pyłku umożliwia rozwój ciała tłuszczowego, które pełni u pszczół funkcję magazynu składników odżywczych i jednocześnie ważnego elementu układu odpornościowego. Rodziny cierpiące na niedobór pyłku mogą wyglądać silnie, lecz ich pszczoły zimowe są gorzej przygotowane do wielomiesięcznego wysiłku.
W ostatnich latach coraz więcej mówi się również o mikroklimacie ula. Dawniej uważano, że im szczelniejszy ul, tym lepiej chroni rodzinę przed zimnem. Obecnie wiadomo, że równie ważne jest skuteczne odprowadzanie wilgoci. Pszczoły podczas oddychania i metabolizmu wytwarzają znaczne ilości pary wodnej. Jeżeli nie zostanie ona usunięta z ula, skrapla się na zimnych elementach konstrukcji i zwiększa wilgotność gniazda. Mokre plastry, zawilgocone ściany ula oraz stale wilgotne powietrze sprzyjają rozwojowi drobnoustrojów i zwiększają zużycie energii potrzebnej do utrzymania odpowiedniej temperatury. Paradoksalnie, zimujące rodziny pszczele częściej ponoszą straty wskutek nadmiernej wilgotności w ulu niż z powodu niskiej temperatury.
Doświadczeni pszczelarze podkreślają, że dobrze zimują przede wszystkim rodziny spokojne. Wszelkie niepotrzebne zakłócenia powodują wzrost aktywności robotnic i zwiększone zużycie zapasów energetycznych. Częste otwieranie uli późną jesienią, niewłaściwe ustawienie pasieki narażonej na silne podmuchy wiatru, obecność gryzoni czy niepokojenie rodzin przez ptaki mogą prowadzić do rozluźnienia kłębu zimowego. Każde takie zakłócenie oznacza dodatkowy wydatek energii, która powinna zostać zachowana aż do pierwszych oblotów wiosennych.Warto również zwrócić uwagę na zjawisko, które wielu pszczelarzy obserwuje od kilku lat. Łagodne zimy, będące skutkiem zmian klimatycznych, nie zawsze poprawiają przeżywalność rodzin. Wręcz przeciwnie – częste okresy ociepleń pobudzają matki do wcześniejszego czerwienia. Rodzina rozpoczyna wychów larw już w styczniu lub lutym, co znacząco zwiększa zapotrzebowanie na pokarm i zmusza robotnice do intensywniejszej pracy. Jeśli po takim ociepleniu następuje kilkutygodniowy powrót niskich temperatur, osłabiona rodzina może nie poradzić sobie z utrzymaniem odpowiedniej temperatury czerwiu i jednocześnie zachowaniem liczebności kłębu. W efekcie straty występują nawet podczas zim uznawanych powszechnie za łagodne.
Z perspektywy biologii rodziny pszczelej coraz wyraźniej widać, że sukces zimowli nie jest dziełem przypadku ani prostą konsekwencją liczebności kolonii. Jest efektem wielu procesów zachodzących jednocześnie, często przez kilka miesięcy poprzedzających zimę. Każdy z tych elementów – zdrowotność, jakość matki, właściwe odżywienie, terminowe ograniczenie V. destructor oraz odpowiednie warunki w ulu – tworzy system naczyń połączonych. Wystarczy osłabienie jednego z nich, aby nawet bardzo silna rodzina utraciła zdolność do przetrwania najtrudniejszego okresu roku. Praktyka pszczelarska pokazuje, że dwie pasieki prowadzone w podobnych warunkach środowiskowych mogą osiągać zupełnie odmienne wyniki zimowli. Różnica nie wynika wyłącznie z pogody czy dostępności pożytków, ale przede wszystkim z decyzji podejmowanych przez pszczelarza na długo przed nadejściem jesieni. Coraz częściej mówi się, że zimowlę planuje się już w lipcu, a nie we wrześniu. To właśnie wtedy rozpoczyna się okres, w którym wychowywane są pszczoły odpowiedzialne za przetrwanie całej rodziny do następnego sezonu. Każde zaniedbanie popełnione w tym czasie może ujawnić się dopiero po kilku miesiącach, kiedy możliwości naprawy sytuacji są już praktycznie zerowe.
[...] - część treści ukryta, w całości dostępna tylko dla zalogowanych e-PrenumeratorówNie można również zapominać o wpływie zmian klimatycznych. Coraz dłuższe okresy ciepłej jesieni sprawiają, że matki często czerwią znacznie dłużej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Z jednej strony zwiększa to liczebność rodzin, z drugiej jednak wydłuża okres rozmnażania V. destructor i utrudnia skuteczne zwalczanie pasożyta. Zimy stają się mniej przewidywalne – krótkie fale silnych mrozów przeplatają się z wielodniowymi ociepleniami. Dla pszczół oznacza to konieczność ciągłego dostosowywania aktywności do zmieniających się warunków. Rodziny o wysokiej kondycji biologicznej potrafią poradzić sobie z takimi wahaniami, natomiast kolonie osłabione znacznie szybciej wyczerpują swoje rezerwy energetyczne.
W świetle współczesnej wiedzy coraz trudniej mówić o jednej przyczynie zimowych strat rodzin pszczelich. Zwykle jest to efekt współdziałania wielu czynników, które przez długi czas pozostają niewidoczne. Dlatego odpowiedź na pytanie, dlaczego silna rodzina ginie, a słaba przeżywa, nie jest tak zaskakująca, jak mogłoby się wydawać. Liczebność rodziny jest jedynie zewnętrznym obrazem jej kondycji, natomiast o rzeczywistej sile decyduje zdrowie poszczególnych pszczół oraz sprawność funkcjonowania całego superorganizmu. Dla współczesnego pszczelarza najważniejszą lekcją płynącą z tych obserwacji jest konieczność patrzenia na rodzinę pszczelą w sposób całościowy. Nie wystarczy ocenić liczbę ramek obsiadanych przez pszczoły ani ilość zgromadzonego pokarmu. Równie ważne stają się terminowe monitorowanie roztoczy, właściwe żywienie rodzin pod koniec sezonu, regularna wymiana matek, zachowanie odpowiedniej higieny pasiecznej oraz ograniczanie wszelkich czynników powodujących przewlekły stres. Dopiero połączenie wszystkich tych działań daje realną szansę na bezpieczne przezimowanie.
W świetle przedstawionych zależności sytuacja, w której słabsza rodzina przeżywa zimowlę, a silniejsza zamiera, nie stanowi już paradoksu. Jest raczej przypomnieniem, że w pszczelarstwie pozory bardzo często mylą. Rodzina pszczela nie jest prostą sumą tysięcy owadów, lecz niezwykle złożonym organizmem społecznym, którego siła wynika przede wszystkim z jakości, a nie wyłącznie z liczebności. To właśnie ta jakość – budowana przez cały sezon – staje się najcenniejszym kapitałem każdej pasieki i najważniejszym warunkiem dobrego startu w kolejnym roku.
Piotr Szyszko
