NEWS:

Zapis wyjątkowej, osobistej rozmowy z prof. Jerzym Woyke. Wybitny naukowiec opowiada o swojej pasji, badaniach nad pszczołami w Afryce i Azji, historii nazwy dręcz pszczeli (Varroa) oraz dzieli się refleksjami na temat przyszłości pszczelarstwa na świecie.
  • W wydaniu drukowanym strona: 52

Z artykułu dowiesz się m.in.:

  • czym się zajmował prof. Woyke w wolnym czasie;
  • jakie miał podejście do popularyzowania nazwy dręcz pszczeli, którą sam wymyślił;
  • czy gdyby można było cofnąć czas i przeżyć życie jeszcze raz, to czy prof. również poświęciłby je pszczołom.
Kadr z filmu „Superorganizm - w domu profesora” Fot. Jakub Jaroński

Ostatni wywiad z prof. Jerzym Woyke

W lipcu 2020 r. i czerwcu 2021 r. przeprowadziliśmy wraz z Filipem Senakiewiczem z Pasieki Wypasieka ostatni zarejestrowany wywiad z profesorem Jerzym Woyke przed jego śmiercią w grudniu 2022 r. Było to zarazem jedno z pięciu takich spotkań1, jakie miałem zaszczyt z profesorem odbyć. Udaliśmy się wtedy do jego domu w warszawskim Wilanowie, aby nakręcić materiał do cyklu filmowego pt. „Superorganizm”. Była to bardziej osobista rozmowa niż wszystkie poprzednie, które skupiały się przede wszystkim na kwestiach merytorycznych związanych z biologią pszczół.

Uznałem, że warto jednak podzielić się z czytelnikami „Pasieki” fragmentami zapisu tej rozmowy, zwłaszcza że nie wszystkie znalazły się w filmie.

Jakub Jaroński: Dzień dobry, Panie profesorze. Można wchodzić?

Jerzy Woyke: Dzień dobry. Tak, oczywiście.

JJ: Widzę, że włożył Pan buty firmowe z wizerunkiem pszczoły?

JW: Ależ oczywiście.

JJ: Podziwiam to, że jest Pan cały czas aktywny w pszczelarstwie. Widziałem, że ostatnio napisał Pan artykuły2 do czasopisma „Pasieka”?

JW: Tak, do trzech kolejnych numerów. Pisałem je na moim komputerze. Proszę spojrzeć, ile mam na nim zdjęć.

JJ: Widzę, że ma Pan sporo różnych zdjęć afrykańskich i azjatyckich pszczół. Czym się charakteryzują afrykańskie pszczoły Apis? Czym się różnią od tych polskich?

JW: Są mniejszych rozmiarów. Nie dochodzą do takich rozmiarów i nie żyją w jednym miejscu. Jak jest sucho, to uciekają gdzieś nad jezioro albo nad rzekę. Jak jest mokro, to przybywają gdzieś indziej.

JJ: A pszczoły azjatyckie Apis?

JW: Budują jeden plaster np. pod jedną gałęzią. Takich plastrów w jednym miejscu może być jednak nawet 200 pod jednym drzewem. Od żądlących pszczół azjatyckich nie tak łatwo się uwolnić. Od naszych europejskich można uciec, np. jak się wejdzie pomiędzy innych ludzi, a od tych nie. Pozostawiają takie ślady feromonowe, że jeden profesor, którego znałem, miał taką przygodę, że uciekał 2,5 km i dopiero jak wskoczył do wody, to dały mu spokój. Ja też miałem podobne przygody.

JJ: Panie profesorze, co Pan robi w wolnym czasie, jak Pan nie pisze artykułów do „Pasieki”?

JW: Mam mikroskop, który dawno temu kupiłem za 250 zł, a wtedy to było bardzo dużo. Robiłem dzięki niemu wiele mikroskopowych fotografii np. ogonka plemnika trutnia w powiększeniu 60 000 razy. Człowiek nawet sobie nie wyobraża, ile szczegółów jest w takim cienkim ogonku plemnika. Cały czas go używam i czasem przeglądam stare zdjęcia anatomii pszczół. Mam setki takich przeźroczy np. ich oczu.

JJ: Jak jest zbudowane oko pszczoły?

JW: Pszczoła ma oko zupełnie inaczej zbudowane niż człowiek. Nie widzi jednego obrazu. Robotnica ma fasetek ok. 6000, a truteń może mieć aż 12 000. Widzą tylko poszczególne punkty. Jeżeli trzyma się rękę nieruchomo, to pszczoła widzi jeden punkt i jest spokojna. Ale jak zacznie się poruszać ręką cały czas, to zobaczy nawet tysiąc takich punków. Dlatego jak kogoś atakują pszczoły, to powinien zasłonić włosy i powoli się oddalić, a nie machać rękami. Bo to ją będzie dodatkowo drażnić.

JJ: Co Pan jeszcze robi w wolnym czasie?

JW: Korzystam też z komputera często, bo moi opiekunowie mi mówią, że nie bardzo już powinienem chodzić, a tylko trochę z laską. A ja Panu coś pokażę. Widzi Pan to nagranie, na których huśtam się na huśtawce? Chodzę na spacery z moimi opiekunkami. A potem mi mówią, że ja nie mogę chodzić!?

JJ: Pan im udowadnia, że jednak może. Super. Czy ma Pan jeszcze ul w swoim ogrodzie?

JW: Tak. Zapraszam do mojej pasieki w ogrodzie. Zrobimy wspólnie przegląd. Wyciągniemy dwa plastry i zobaczymy, czy tam jest miód. Wcześniej zapalimy podkurzacz. Zawsze jak się idzie do ula, powinno się na wstępie dać trochę dymu do środka. Wtedy pszczoły nie będą się tak bronić.

JJ: Czy ma Pan miód w nadstawce?

JW: Niech Pan sam się przekona i weźmie trochę do ust prosto z plastra.

JJ: Ciepły i dobry. Co to jest za miód?

JW: Trochę koniczyny i mniszek, a za kilka dni zacznie się tzw. akacja.

JJ: Co przedstawia ten herb powieszony u Pana na ścianie?

JW: Jest to herb Zrzeszenia Świętej Doliny Inków pod górą Machu Picchu w Peru, którego jestem członkiem. Hiszpanie zajęli Peru i umówili się z Inkami, że ich wypuszczą, jeżeli napełnią złotem pokój, w którym się znajdują. Kiedy Inkowie nazbierali to złoto, to Hiszpanie je zabrali, a ich zastrzelili. Tak fatalnie postąpili.

JJ: Jaka będzie przyszłość pszczelarstwa?

JW: Pszczoły są potrzebne do utrzymania roślin owadopylnych. Można próbować to robić sztucznie, ale jednak pszczoły pozostaną potrzebne. Wszystkie pszczoły raczej nie wyginą. Przeżyją nawet tego obecnego wirusa.

JJ: Ma Pan na myśli wirusa zdeformowanych skrzydeł?

JW: Tak. Rzadko nawet w moim ulu widzę porażone tym wirusem robotnice. Ale bardzo rzadko.

Jestem wielkim przeciwnikiem wprowadzania barci do lasów. Wiele osób tego chce. To jest najgorsze, co może być. Takie rodziny prędzej czy później zachorują, jak jej nie będą podawali żadnych środków. W promieniu siedmiu kilometrów mogą pszczoły przez to wyginąć.

JJ: Panie Profesorze, muszę tu zaoponować. Istnieją na świecie, w tym w Europie takie populacje wolnożyjące przebadane naukowo, które mimo wszystko jakoś trwają i nie giną.

JW: Mój kolega John Keffus prowadził takie eksperymenty selekcyjne. Owszem, można prowadzić taką selekcję, ale nie na wszystkie choroby naraz. Mogą to być jednak pszczoły mało miodne lub żądlące.

JJ: Jaki środków na warroze Pan używa?

JW: Używam pasków zarejestrowanego leku. Ale dawno nie widziałem u siebie w ulu Varroa. W USA co roku ginie dużo pszczół, nawet do 50%. To zjawisko nazywa się Zespół Masowego Ginięcia Pszczoły Miodnej. Mówiło się o różnych jego przyczynach, np. o zakłóceniach przez fale elektromagnetyczne, ale dotychczas nie znaleziono jednej przyczyny. Jest takie słynne powiedzenie Alberta Einsteina, które mówi o tym, że jak pszczoły wyginą, to ludzkość wyginie w ciągu 4 lat.

JJ: Panie profesorze, muszę panu powiedzieć, że nie ma żadnego dowodu na to, że Albert Einstein wypowiedział te słowa. Prawdopodobnie to pszczelarze mu je przypisali i tak to się rozeszło.

JW: Aha. Nie wiedziałem. Może tak być, tak jak Pan mówi, bo wszyscy o tym mówią, a nikt chyba nie zarejestrował jego wypowiedzi3. Wracając do Pana pytania, kiedyś zresztą w ogóle nie było roślin owadopylnych. Pojawiły się one razem z owadami zapylającymi w epoce geologicznej zwanej Kredą i żyły razem z lądowymi dinozaurami. Dlatego zwykłem mówić, że jak pszczoły przeżyły dinozaury, to przeżyją i ludzi.

Kadr z filmu „Superorganizm - w domu profesora” Fot. Jakub Jaroński

Fragment rozmowy zarejestrowanej rok wcześniej, tj. w 2020 r.

JJ: Jaka jest polska nazwa na organizm Varroa destructor?

JW: Kiedyś w słowniku owadów użytkowych wyczytałem nazwę dręcz4 na pewną grupę roztoczy. Nikt tego nie używał jednak, więc dlatego zaproponowałem w artykule nazwę: dręcz pszczeli. Uważam po czasie, że zrobiłem okropnie źle. Dlatego, że nazwa Varroa to jest nazwa międzynarodowo zrozumiała. Co by było, gdyby każdy mówił w swoim języku? To jest bardzo ładna nazwa, ale niestety utrudnia porozumienie się nawet z Czechami. Sam to propagowałem, ale nie powinno się tak mówić. Żałuję tego do dnia dzisiejszego, co zrobiłem.

JJ: To nieporozumienie, bo w pierwszym naszym wywiadzie5 uznałem, że Panu ta nazwa się podoba i zacząłem ją z kolegą popularyzować.

JW: To prawda. Dopiero jak zobaczyłem tego rezultaty, to zmieniłem zdanie.

JJ: Moim zdaniem to bardzo dobra nazwa, bo dobrze obrazuje zachowanie dręcza.

JW: Nazwa właściwa, owszem.

JJ: No to przykro mi, że tak zrobiłem (śmiech).

JW: Mnie też (śmiech).

Profesor Jerzy Woyke. Fot. Archiwum prof. Jerzego Woyke

JJ: Jakie jest Pana najbardziej znaczące wspomnienie z pszczołami?

JW: Prowadziłem kiedyś kurs w Afryce Południowej. Była tak pani (żona pszczelarza), która wiedziała, że jest uczulona na jad pszczeli. Kiedy poszliśmy do pasieki, pszczelarz odłożył swój kapelusz na stole. W międzyczasie do tego kapelusza wszedł rój, o czym nie wiedzieliśmy. Kiedy wracając z pasieki, pszczelarz podniósł ten kapelusz, pszczoły wzburzyły się i jedna z pszczół użądliła żonę pszczelarza, która przewróciła się i umarła na miejscu. Jest to dla mnie najbardziej przykre wspomnienie z pszczołami i choć lubię je bardzo, to jednak to mną wstrząsnęło.

JJ: Gdyby mógł Pan cofnąć swoje życie i przeżyć jeszcze raz, czy również poświęciłby je Pan w dużej mierze pszczołom?

JW: Zdecydowanie tak. Jestem szczęśliwy, że się tym zająłem i cieszę się, że dalej mogę się tym zajmować.

Jakub Jaroński



 \"WydanieZamów prenumeratę czasopisma "Pasieka"


e-Prenumerata czasopisma Pasieka
纸飞机下载纸飞机官网 纸飞机官网下载纸飞机下载safew官网 safew下载safew官网下载safew官网safew下载safew下载safew下载quickq官网quickq官网quickq下载纸飞机官网纸飞机下载