Z artykułu dowiesz się m.in.:
- co by się stało, gdyby nagle zabrakło zapylania przez zwierzęta?;
- czy w rolnictwie nieintensywnym stosuje się mniej pestycydów?;
- czy pszczelarstwo wielkoskalowe jest zagrożeniem dla środowiska?
Powinnyśmy iść w kierunku utrzymywania mniejszej liczby rodzin pszczelich, ale w o wiele lepszym zdrowiu – wywiad z Hajnalką Szentgyörgy, cz. 1.
Zapraszam do wywiadu z dr. hab. Hajnalką Szentgyörgy, prof. UJ z Zakładu Ekologii Roślin Instytutu Botaniki Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalistką od dzikich pszczół, czyli mellitolożką.
Jakub Jaroński: Dzień dobry. Jakie są Twoje aktualne zainteresowania naukowe?
Hajnalka Szentgyörgy: Ekologia zapylania i charakter zmieniających się warunków środowiska, które wpływają na zapylanie roślin dzikich i uprawowych oraz biologia dzikich pszczół. Jest to duży problem, który się powiększa z dnia na dzień.
JJ: To chyba ważne problemy z perspektywy środowiskowej?
HSz: Współcześnie bardzo ważny. Zapylanie roślin jest podstawą życia większości współczesnych ekosystemów lądowych lub przynajmniej jednym z najważniejszych czynników ich przetrwania. Wiemy już, zmniejsza się liczba i różnorodność owadów, w tym także owadów zapylających, za co niestety odpowiedzialny jest głównie człowiek.
JJ: Co by się stało, gdyby nagle zabrakło zapylania przez zwierzęta?
HSz: Będzie problem dla prawie 90% roślin, które w jakimś stopniu są zależne od zapylaczy. Nie jest to jednak proces czarno-biały (czyli, że albo jest zapylenie, albo go nie ma), a złożony. Występują rośliny całkowicie i częściowo zależne od swoich zapylaczy, a także takie, które są zapylane przez wiatr czy przez wodę, które bez problemów dają sobie radę bez zapylaczy.
JJ: Czy wiadomo, ile jest gatunków zapylaczy na świecie?
HSz: Na pewno kilkadziesiąt tysięcy, ale dokładnej liczby nie pamiętam. Wszystkich pszczół znamy ponad 20 tysięcy, ale poza nimi jeszcze istnieje wiele tysięcy motyli, chrząszczy, wiele os, muchówki, a nawet ptaki, ssaki oraz gady zapylające różne rośliny.
JJ: Do marcowego „Przeglądu prasy światowej” w „Pasiece” 2/20251 pisałem o potencjalnym zapylaniu przez wilki etiopskie.
HSz: Nie jest to nic dziwnego, ponieważ są już znane inne podobne przykłady, choć może nie aż tak dużego drapieżnika, ale np. łaskun palmowy czy wiewiórczaki zapylają w tropikach palmy. Rośliny te mogą mieć bardzo duże mięsiste zamknięte kwiaty, do których pysk są w stanie włożyć właśnie te ssaki i skutecznie otworzyć oraz zapylić kwiat.
JJ: Może to banalne pytanie dla czytelników, ale co takiego dzieje się w zapylaniu z punktu widzenia ewolucyjno-biologicznego?
HSz: Oczywiście w pierwszym rzędzie roślinom jest to zapylenie potrzebne, ponieważ ułatwia im wymianę genetyczną między różnymi osobnikami. Jeśli popatrzymy na ewolucję powstawania związków między roślinami a zapylaczami, to właśnie rośliny zaczęły podstępnie wykorzystywać zwierzęta, które je odwiedzały i zjadały ich części rozrodcze, jak pyłek do przenoszenia go na inny kwiat. Taki sposób przenoszenia pyłku jest o wiele bardziej skuteczny i dokładny niż przez wiatr, który jest mocno niepewnym czynnikiem i wymaga produkcji znacznie większej liczby ziaren pyłku. Są takie rośliny, które są dostosowane do właściwie wszystkich zapylaczy, jakie występują w pobliżu oraz takie, które specjalizują się tylko w jednej grupie zapylaczy, a nawet czasami tylko w jednym gatunku zapylacza. Tacy specjaliści mogą dzięki temu ograniczyć ilość produkowanej nagrody, jak nektar i (lub) pyłek dla swojego zapylacza. Oczywiście zwierzęta też korzystają z zapylania: zjadają od zawsze pyłek i obecnie także nektar produkowany specjalnie dla nich. Właściwie każda roślina i każdy zapylacz ma trochę inny system i przystosowanie do zapylania i współpracy. Jak mówiłam, to skomplikowane relacje ekologiczne. Na poziomie nie poszczególnych osobników a ekosystemów mówimy o nich jako o sieciach zapyleń. Te sieci mogą być bardzo różnorodne. Mogą być bardziej jednorodne, kiedy występują rośliny i zapylacze o podobnych przystosowaniach. Mogą też dzielić się na wiele podsieci, w skład których wchodzą tylko określone grupy roślin albo określone grupy zapylaczy. Dzieje się tak, ponieważ organizmy z jednej podgrupy nie są przystosowane do innej podgrupy np. zapylacze wyspecjalizowane w pewnych roślinach nie wchodzą w bezpośrednią interakcję z pozostałymi roślinami danej łąki. Podobnie niektóre rośliny są dostępne tylko dla wybranych zapylaczy i są ignorowane przez inne. A zatem całość nie jest prostą sumą jej elementów.
JJ: Pracowałaś przy dwuletnim projekcie Międzyrządowej Platformy w Sprawie Różnorodności Biologicznej i Funkcjonowania Ekosystemów (IPBES). Przejrzałem raport o zapylaniu i produkcji żywności, przy którym współpracowałaś2. To ponad 500 stron A4. To musiała być tytaniczna praca.
HSz: Owszem, to była tytaniczna praca. Ta organizacja jest analogiczną do klimatycznej IPCC, która wydaje najważniejsze raporty dotyczące zmian klimatycznych. IPBES stworzona jest przy pomocy ONZ i Organizacji Bezpieczeństwa Żywności. Miałam przyjemność przygotowywać pierwszy raport dotyczący usług ekosystemowych i stanu środowiska w latach od 2014 do 2016 r. Brało w tym udział ponad 70 naukowców, którzy ten raport pisali oraz różnego rodzaju naukowi recenzenci i osoby wyznaczone przez rządy wszystkich państw, które dołączyły do tej inicjatywy, w tym organizacje pszczelarskie i rolnicze. Niestety Polska, o ile mi wiadomo, do dzisiaj nie dołączyła do tej inicjatywy. Zostałam tam wyznaczona przez rząd węgierski, gdyż jestem również Węgierką.
JJ: Spodziewam się, że w raporcie zostały ujęte prawie wszystkie badania dotyczące problemu zapylania i produkcji żywności do 2016 r.?
HSz: Zgadza się. Nie tylko same badania naukowe, ale także tak zwana literatura szara, a także tradycyjna wiedza na temat choćby tradycyjnego pszczelarstwa. Sięgaliśmy w miarę możliwości do wszelakich dokumentów, gdzie były jakiekolwiek informacje dla nas ważne.
JJ: Jakie są główne wnioski?
HSz: Istnieje zagrożenie bezpieczeństwa produkcji żywności w związku z obserwowanym spadkowym trendem różnorodności występowania zapylaczy na większości terenów na świecie. W niektórych miejscach jest to bardzo wyraźne, w innych wygląda nieco lepiej. Wykazaliśmy, że jesteśmy zależni od zapylaczy w zakresie produktywności upraw na żywność oraz określiliśmy główne zagrożenia dla owadów globalnie.
JJ: Bardzo?
HSz: Tak, bardzo, chociaż nie aż tak bardzo, jak niektórym się wydaje. Ponad połowa żywności, którą produkujemy globalnie na świecie, pochodzi z wiatropylnych traw, takich jak: pszenica, owies, ryż czy kukurydza. W tej drugiej połowie są jednak warzywa, owoce, różnego rodzaju orzechy, które muszą być zapylane przez zwierzęta. Są to też uprawy dostarczające nem wiele cennych witamin i mikroelementów niewystępujących w trawach. Jeśli ich zabraknie, może to wywołać zróżnicowane skutki. W niektórych miejscach nawet zanik części upraw.
JJ: Możesz podać przykład takiej uprawy?
HSz: Choćby uprawy jagodowe. Jagody są w większości mocno zależne od zapylaczy, a nawet jeśli potrafią wyprodukować owoce i nasiona bez udziału zapylaczy, po prostu za pomocą samozapylania, to okazuje się, że jakość i ilość tych nasion i owoców jest słabsza i gorsza, co oczywiście odbije się na efektywności produkcji rolniczej.
JJ: Co w takim razie grozi zapylaczom?
HSz: Człowiek jest właściwie najważniejszym czynnikiem. Przez swoją działalność stwarza bezpośrednie lub pośrednie zagrożenie, to drugie choćby przez wpływ na zmiany klimatu. Najważniejszym czynnikiem zagrożenia jest rolnictwo, szczególnie w formie intensywnej i wielkouprawowej. W przypadku monokultur ma bardzo istotnie negatywny wpływ na środowisko i decyduje o możliwości przetrwania owadów, w tym zapylaczy. Cóż, rolnictwo wielkoobszarowe po prostu niszczy środowisko, niszczy bioróżnorodność. Stosuje się w nim pestycydy, herbicydy, fungicydy, które okazują się oczywiście toksyczne też dla owadów zapylających.
JJ: Czy w rolnictwie nieintensywnym stosuje się mniej pestycydów?
HSz: To jest dobre pytanie. Zależy od regionu. Są takie kraje, gdzie można spotkać się z intensywnym używaniem pestycydów przez małe gospodarstwa, ponieważ środki ochrony są łatwo dostępne i mniej kontrolowane. Z kolei duże gospodarstwa, jeśli są dobrze prowadzone, mogą stosować tych pestycydów mniej, gdyż stosowanie pestycydów jest kosztowne, więc producenci nie będą ich używać w nadmiarze. W niektórych częściach świata nie ma dobrego dostępu do pestycydów. Tam więc w małych i prywatnych gospodarstwach ich się nie używa. Musimy zawsze spojrzeć przez specyfikę danego regionu i danego państwa.
JJ: Jak działają pestycydy na owady zapylające?
HSz: Pestycydów mamy bardzo dużo i należą do wielu różnych grup chemicznych. Mogą być po prostu toksyczne w kontakcie i wtedy zabijają owady prawie na miejscu. Nowsze pestycydy raczej wpływają na układ nerwowy owada.
JJ: Czy to są neonikotinoidy?
HSz: Dokładnie. Wywołują tzw. efekt subletalny, czyli nie śmiertelny. Działa on na układ poznawczy owada np. powoduje jego gubienie się w środowisku i inne problemy neurologiczne. W konsekwencji skraca jego życie. Niemniej w małych ilościach nie jest bezpośrednio trujący.
JJ: Czy może prowadzić do wymierania populacji?
HSz: Tak oczywiście, ale jest to rozciągnięte w czasie. Poza owadami samotnymi może też działać na socjalne przez osłabienie rodziny, a w konsekwencji jej zanik.
JJ: Czy ten efekt może uśpić naszą czujność?
HSz: Tak. Neonikotynoidy są stosowane również jako zaprawa na nasiona. Okazuje się jednak, że z powodu zaprawiania występują w częściach rozrodczych rośliny, która urosła z takiego nasiona. Ta ilość jest zbyt mała, aby zaszkodzić owadowi, ale kiedy zapylacz styka się z nią wielokrotnie, obserwujemy efekt subletalny. To nie są pestycydy, które pochodzą z oprysków. Nie widzimy ich, kiedy się je stosuje. Jednak koniec końców doprowadzają do tego, że np. pszczoły mają mniejszą liczbę potomstwa.
JJ: Czy mogą one zmniejszać różnorodność gatunkową zapylaczy na świecie?
HSz: Tak. Tu występuje innym problem, który dopiero zaczynamy badać i którego nie znaliśmy wcześniej. Mianowicie wrażliwość na pestycydy jest bardzo różna w zależności od gatunków zapylaczy. Do dzisiaj większość badań dotyczących pestycydów wykonuje się na pszczole miodnej jako organizmie modelowym. Jest to zrozumiałe, bo pszczoły miodne jesteśmy w stanie hodować i jest ich dużo. Unia Europejska zaleca obecnie, żeby poza badaniem toksyczności różnych związków na pszczołę miodną wykonywać także testy na innych grupach pszczół np. trzmielach lub murarkach. Ich wrażliwość na pestycydy bowiem może być bardzo różna. To, co nie zabije pszczoły miodnej, może okazać się absolutnie toksyczne dla murarki. W przypadku pszczół samotnych, jeśli podtrujemy samicę, to uzyskamy podobny efekt jakbyśmy podtruli bezpośrednio matkę pszczelą pszczoły miodnej, czyli samicę, która się rozmnaża. Dlatego efekt danego pestycydu może być gorszy właśnie z takiego prostego powodu.
JJ: Co jeszcze zagraża zapylaczom?
HSz: Jest jeszcze kilka innych czynników i niestety także związanych z działalnością człowieka. To są różnego rodzaju zanieczyszczenia metalami ciężkimi, które występują w środowisku choćby z powodu działalności kopalni, spalania benzyny. Takich zanieczyszczeń jest bardzo dużo obecnie i pochodzą z bardzo wielu źródeł. Są wszędzie niestety, gdyż transport samochodowy czy przemysł obecnie występuje wszędzie.
JJ: Czy w takim razie dobrym pomysłem jest robienie łąki kwietnej dla owadów zapylających na pasie zieleni pomiędzy dwoma jezdniami autostrady?
HSz: To jest dobre pytanie. Faktycznie przy tych pasach zieleni mamy zdecydowanie większe zanieczyszczenie niektórymi metalami ciężkimi wynikającymi choćby z działania układów hamulcowych. Wpływa to oczywiście negatywnie na owady zapylające. Z drugiej strony są to też takie tereny, gdzie to jedyne miejsce, na którym możemy utrzymywać te kwiaty na dłuższą metę i mimo zanieczyszczenia dostarczyć jakikolwiek pokarm owadom. Takie pasy mogą się ciągnąć kilometrami i zajmować duży obszar, tworząc korytarze ekologiczne dla przemieszczana się różnych gatunków. Podsumowując: nie są to najlepsze siedliska, ale trzeba odpowiednio wyważyć plusy i minusy za tym idące.
JJ: Czy smog szkodzi owadom?
HSz: Raczej tak, chociaż tego typu badań jest mniej. Wiemy na pewno, że substancje, które znajdują się w smogu to metale ciężkie i węglowodory aromatyczne. Wykazujemy to w pokarmie u pszczół. Okazuje się, że przechodzą także do ciała rozwijających się larw.
JJ: A co z pszczelarstwem jako zagrożeniem?
HSz: Wiąże się to z dość kłopotliwym tematem. Z jednej strony oczywiście pszczelarstwo jest ważne. Mało kto nie lubi miodu. Jednak pszczelarstwo na wielką skalę jest takim samym zagrożeniem jak wielkoskalowe rolnictwo. Duże zagęszczenie pszczół miodnych na jednym terenie, jak w pszczelarstwie wielkoskalowym, jest źródłem problemów epidemiologicznych dla innych owadów zapylających. Bardzo wiele patogenów, które znamy z pszczoły miodnej, występuje także w innych gatunkach owadów, nie tylko u różnych gatunków pszczół, ale także u chrząszczy, os czy motyli. Można w nich spotkać te same lub bardzo podobne wirusy. Okazuje się, że przenoszą się nie tylko w obrębie jednego gatunku jak pszczoła miodna, ale przechodzą też między różnymi gatunkami mającymi kontakt na danym terenie.
JJ: Czy to jest powszechne zjawisko?
HSz: Tak, to jest dość powszechne zjawisko.
JJ: Czy inne owady chorują od tego samego wirusa?
HSz: Tu jest właśnie wielka niewiadoma. Dopiero teraz zaczęliśmy, i to dosłownie, prowadzić badania w tym kierunku. W Niemczech znam jedno badanie z trzmielami, a sama prowadzę takie badania z wykorzystaniem murarki ogrodowej i wirusa choroby czarnych mateczników. Dopiero od ok. 15 lat znamy wyniki badań terenowych pokazujących, że te wirusy występują w różnych gatunkach pszczół. Tak jak w przypadku neonikotynoidów, takie efekty nie muszą być od razu obserwowane. Zwiększona obecność patogenów może oddziaływać negatywnie w skali wielu pokoleń np. z powodu zmniejszonych zdolności reprodukcyjnych. Analogicznie zwykła grypa może być dla kogoś jednorazowo niegroźna, ale po kilku zachorowaniach w ciągu życia może dawać obserwowalne negatywne skutki. Jeśli połączymy oddziaływanie chorób, zanieczyszczeń, pestycydów, to może się okazać, że osobnik osłabiony teoretycznie nie groźnej infekcji nie przeżyje. W naturze nigdy nie działa pojedynczy czynnik. To, co opisaliśmy w raporcie IPBES, to to, że te wszystkie zagrożenia działają praktycznie prawie wszędzie razem na organizm i wszystkie mają jakiś efekt negatywny, który sumarycznie może okazać się śmiertelny.
JJ: Czy w Polsce występuje nadmierne zagęszczenie pszczoły miodnej?
HSz: Tak i jest ono coraz gorsze. Liczba rodzin pszczół miodnych zwiększa się z roku na rok. Chodzi o pojemność środowiskową, czyli np. ograniczoną ilość zasobów, które powinny starczyć dla wszystkich gatunków w nim żyjących. Człowiek, wprowadzając pszczołę miodną do środowiska, o którą dba, dokarmia i utrzymuje w tak wysokiej liczbie, powoduje, że ona po prostu wygrywa w konkurencji z innymi gatunkami, które takiej pomocy nie mają. Pszczoła miodna jest dominującą pszczołą, która jest w stanie nawet większe pszczoły przeganiać z kwiatów. Robotnice pszczoły miodnej mogą być bardziej agresywne od samic innych pszczół samotnych, które same dbają o swoje gniazdo i same zbierają pokarm dla swojego potomstwa. Niechętnie w związku z tym będą wchodzić w konflikt z inną pszczołą.
JJ: W jaki sposób policzono pojemność środowiska?
HSz: Ciężkie pytanie. Trudno to zbadać, gdyż obecnie ciężko znaleźć miejsce, gdzie nie byłoby pszczoły miodnej w środowisku. Możemy jednak posiłkować się występującą liczbą dzikich pszczół w różnych rejonach świata i z tego wnioskować, jakie powinno być ich zagęszczenie, a jakie zagęszczenie naturalnie występujących pszczół miodnych. W naszym klimacie maksymalna gęstość rodzin pszczół miodnych to szacunkowo między 3 a 5 na km kwadratowy. Mogłoby być więcej, jeżeli mielibyśmy bardzo bogate środowisko. W Polsce mamy aktualnie niestety ubożejące środowisko, które nie jest w stanie wykarmić tak wysokiej liczby pszczół miodnych jak np. 13 rodzin na km kwadratowy tak jak mamy obecnie w Małopolsce, skoro powinno być ich około 5. Ilość nektaru, która znajduje się we wszystkich kwiatach, jakie są w okolicy pasieki, jest ograniczona. Odpowiedzią na to nie może być dodawanie kolejnych rodzin pszczelich. Cdn.
Jakub Jaroński
1 https://pasieka24.pl/index.php/pl-pl/pasieka-czasopismo-dla-pszczelarzy/263-pasieka-2-2025/4415-58-jakub-jaronski-przeglad-prasy-swiatowej
2 https://www.ipbes.net/assessment-reports/pollinators
