Relacja z IX Pszczelarskiej Konferencji Młodych Naukowców
19 i 20 marca odbył się szereg interesujących wykładów w ramach IX Pszczelarskiej Konferencji Młodych Naukowców w Dusznikach-Zdroju zorganizowanej przez Instytut Apidologii. Zanim jednak przejdę do zrelacjonowania najciekawszych wystąpień, warto wspomnieć o doskonałej organizacji samego wydarzenia. Gospodarze starali się przewidzieć nieprzewidywalne, a także wziąć pod uwagę różnorodne potrzeby uczestników. Przed konferencją rozesłano ankietę, w której można było zaakcentować swoje potrzeby żywieniowe (alergia, preferencja dań wegetariańskich) oraz te związane z dostępnością obiektu dla osób z niepełnosprawnościami. O samej miejscowości, Dusznikach-Zdroju, można by napisać wiele, choćby z uwagi na fakt, że to miasto uzdrowiskowe, położone w sercu Kotliny Kłodzkiej, kojarzone z Parkiem Zdrojowym, Pijalnią Wód Mineralnych, Dworkiem Chopina (na ten mieliśmy widok z hotelu Impresja, w którym odbywały się wykłady) czy Muzeum Papiernictwa. W takim otoczeniu wiedzę z szeroko pojętej apidologii wchłania się wraz z tamtejszym czystym powietrzem.
Wracając do wykładów, to poświęcone były różnorodnej tematyce – od jakości handlowej miodu i jego oznakowania, poprzez możliwości wykorzystania sztucznej inteligencji do automatycznej klasyfikacji pyłków, mikroplastik w produktach pszczelich, różne aspekty związane z biologią pszczół i zapylaniem, do zagadnień związanych z nauką obywatelską i edukacją, a także innymi zapylaczami niż pszczoła miodna, zwłaszcza z murarką ogrodową i trzmielami. Nie sposób zrelacjonować ogromu wiedzy wyniesionej z tych spotkań, dlatego zachęcam do udziału w przyszłych konferencjach. Bardzo wzbogacające są także rozmowy w kuluarach oraz dyskusje (na bardzo kulturalnym poziomie, prowadzone z wyczuciem, zrozumieniem i otwartością!), na które była przestrzeń po każdym wykładzie (warto dodać, że najlepsze wystąpienia zostały nagrodzone, a w tym miejscu dziękuję za zaproszenie mnie do grona jury).
Część wystąpień powieliła się z tymi zaprezentowanymi na niedawnej 63. Naukowej Konferencji Pszczelarskiej w Puławach (10–11 marca 2026), jednak rozumiem chęć (a niekiedy i obowiązek) propagowania wyników swoich badań. Z pewnością także w gronie słuchaczy znajdowały się osoby, które nie miały jeszcze okazji zapoznać się z prezentowanymi wynikami badań.
Szczególną uwagę zwróciłam na wystąpienie mgr. inż. Tomasza Jungnikela z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Prelegent omówił kwestię zasklepionego, lecz niedojrzałego miodu, analizując ją jako zagadnienie biologiczne i wyzwanie technologiczne. Miód jest produktem trwałym m.in. dzięki bardzo wysokiemu stężeniu cukrów (efekt osmotyczny), niskiej aktywności wodnej, kwaśnemu pH, obecności nadtlenku wodoru oraz obecności związków antybakteryjnych. Kluczowa jest wspomniana aktywność wody, czyli ilość wody dostępnej dla mikroorganizmów (nie zmierzycie jej refraktometrem – trzeba mieć specjalne urządzenie, aby ją określić). Prelegent świetnie wytłumaczył tę kwestię na przykładzie nasączonej gąbki – ta część wody, która wypłynie, jest aktywna, a ta, która zostanie w gąbce, to ta „zatrzymana przez cukry”. Większość bakterii wymaga wysokiej aktywności wody, którą określa się w przedziale od 0 do 1, gdzie 0 oznacza brak wody, a 1 czystą wodę. Dla miodu wartość ta zwykle wynosi 0,50–0,60. Większość bakterii wymaga aktywności wody większej niż 0,90, a pleśnie ok. 0,70. Natomiast drożdże osmofilne (które zawiera każdy miód, ale jest ich mało) mogą rozwijać się przy aktywności wody wynoszącej ok. 0,60 (niektóre źródła podają 0,70) – a więc przy wartości granicznej dla miodu.
Miody, które zawierają więcej glukozy, to miody „podwyższonego ryzyka”, jeśli spojrzymy pod kątem rozwoju drożdży osmofilnych. Dlaczego? Kluczem do zrozumienia tego procesu jest krystalizacja miodu. Podczas gdy fruktoza wiąże wodę, to glukoza ją wypiera. Dlatego miody z dużą ilością fruktozy są stabilniejsze. Przy większej zawartości glukozy może dochodzić do rozwarstwienia miodu, gdzie w jego górnej części będzie się znajdować więcej wody (glukoza opadnie), a to sprzyja rozwojowi drożdży osmofilnych. Oczywiście ważne są warunki przechowywania miodu, takie jak temperatura czy wilgotność powietrza (miód jest higroskopijny). Wahania temperatury (zwłaszcza nagłe) mogą sprzyjać fermentacji miodu (podnosimy aktywność drożdży po przeniesieniu produktu z chłodnego pomieszczenia do cieplejszego, czyli po ogrzaniu go).
Wracając do głównego tematu wystąpienia: dlaczego miód zasklepiony nie jest dojrzały? Może się to zdarzyć na bardzo intensywnym pożytku, zwłaszcza w okresie jesiennym (kiedy powietrze jest wilgotne), np. na pożytku nawłociowym (dlatego – jak informował prelegent – pszczelarze często zalecają przechowywanie miodu nawłociowego w lodówce – drożdże w temp. niższej niż 11°C przechodzą w stan uśpienia).
Naturalnie pojawia się pytanie, czy możemy obniżyć zawartość wody w miodzie, aby zapobiec wadom jakościowym. Autor wymienił metody stosowane przez pszczelarzy oraz zwrócił uwagę na „kontrowersje technologiczne” i potencjalne problemy, takie jak zmiany aktywności enzymów czy utrata związków lotnych. Z wystąpienia można wysnuć wniosek, że kontrola wilgotności miodu jest ważnym elementem przy jego pozyskiwaniu. Pierwszą część konferencji zamknął wykład mgr. inż. Piotra Nabiałka pt. „Kontrola jakości handlowej miodu w latach 2021/22–2025 w województwie dolnośląskim”. Autor reprezentował Wojewódzki Inspektorat Jakości Artykułów Rolno-Spożywczych we Wrocławiu oraz Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu i podczas swoich wystąpień (wyżej wymienione nie było jedynym) przekazał sporo praktycznej wiedzy dotyczącej kontroli pszczelarzy. Na początek warto pamiętać, że IJHARS ma prawo pobrać próbki do badań laboratoryjnych bez Waszej zgody, jeśli miód jest już wprowadzony do obrotu. W czasie wymienionym w tytule wystąpienia kontrola jakości handlowej miodu (prowadzona głównie przez IJHARS) skupiała się głównie na eliminowaniu zafałszowań oraz egzekwowaniu coraz bardziej precyzyjnych informacji o pochodzeniu tego produktu. Wśród najczęstszych nieprawidłowości były: przekroczenie progu HMF (co wskazuje na przegrzanie miodu lub jego starość), zbyt wysoka zawartość wody, nieodpowiedni profil cukrowy (obecność cukrów obcych, np. syropu z kukurydzy, buraków czy trzciny, co jest klasyfikowane jako zafałszowanie produktu), nadużywanie nazwy odmianowej czy brak numeru partii. Jeśli chodzi o skalę uchybień, to autor podał statystyki z 2025 r., kiedy kontrolą objęto blisko 100 podmiotów (sklepy i producenci) i nieprawidłowości stwierdzono w 40,8% przypadków. Ponadto „w ostatnich latach (w tym w IV kwartale 2024 r.) WIJHARS we Wrocławiu regularnie stwierdzał nieprawidłowości w ok. 23% wszystkich przeprowadzonych kontroli rynkowych”.
Wśród kolejnych wystąpień, wygłoszonych drugiego dnia konferencji, wyróżniało się to zaprezentowane przez Kacpra Litwińczyka oraz inż. Michała Podralskiego pt. „Wstępne badania nad zautomatyzowanym procesem identyfikacji składu miodu”. Celem zespołu z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie było sprawdzenie, czy możliwa jest automatyzacja procesu identyfikacji pyłków z użyciem sztucznej inteligencji. Badania rozpoczęto niedawno, a – jak zapewne się domyślacie – jest to bardzo żmudny proces, aby pozyskać pyłki, przygotować zdjęcia i wytrenować model AI do ich rozpoznawania. Z tego względu do tej pory badania przeprowadzono na zaledwie dwóch gatunkach roślin: leszczynie pospolitej oraz mniszku pospolitym. Zespół wykazał, że automatyczna klasyfikacja pyłków jest możliwa. Model rozpoznaje je z dobrą skutecznością (ok. 90%), jednak tylko w idealnym środowisku (badania na miodzie będą w przyszłości). Badania będą kontynuowane zarówno z wykorzystaniem większej liczby roślin, jak i z użyciem innych modeli mikroskopu. Przed zespołem badawczym jeszcze sporo pracy, ale wstępne wyniki wyglądają dość obiecująco.
Z wielką uwagą wysłuchałam także kolejnego wykładu pt. „Wpływ materiału użytego do konstrukcji uli oraz zurbanizowania terenu na zawartość cząsteczek mikroplastiku w syropie cukrowym”, który przygotował mgr inż. Paweł Szymków (reprezentował aż trzy instytucje: Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie, Instytut Immunologii i Terapii Doświadczalnej Polskiej Akademii Nauk im. Ludwika Hirszfelda oraz Naukowe Koło Pszczelarskie „Dzikie pszczoły”). Mikroplastik to cząsteczki polimerów o średnicy poniżej 5 mm powstające w wyniku degradacji materiałów z nich wykonanych. Wyróżnia się mikroplastiki pierwotne oraz wtórne. Mikroplastik powszechnie występuje w środowisku i produktach spożywczych i nie jest obojętny dla naszego zdrowia (jak również wpływa na organizmy pszczół) – naturalne wydaje się zatem zainteresowanie badaczy tym tematem. Celem badania zespołu reprezentowanego przez Pawła Szymkowa była – jak wskazuje na to temat wystąpienia – ocena wpływu materiału użytego do produkcji uli na ilość cząsteczek mikroplasiku w syropie cukrowym. Badacze wybrali ule wykonane z drewna, styropianu oraz poliuretanu. Syrop cukrowy z uli styropianowych zawierał 2,7-krotnie więcej mikroplastiku niż syrop z uli drewnianych. W ulach poliuretanowych znajdowało się nieznacznie więcej mikroplastiku (5,360 MPs/g) niż w ulach drewnianych (4,104 MPs/g). Co interesujące, nie zaobserwowano korelacji między odległością pasiek od ośrodków zurbanizowanych i intensywnością ruchu drogowego a ilością mikroplastiku w syropie.
Temat mikroplastiku kontynuowała kolejna prelegentka, inż. Natalia Minksztyn (również reprezentująca Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie, należąca do tego samego zespołu badawczego co wspomniany wyżej Paweł Szymków). Temat jej wystąpienia to „Analiza czynników wpływających na najwyższe stężenia mikroplastiku w produktach pszczelich na przykładzie wosku pszczelego”. Podobnie jak w powyższym badaniu, analizie poddano ule wykonane z drewna, styropianu oraz poliuretanu. Najwyższy poziom zanieczyszczeń stwierdzono w wosku z uli drewnianych (95 671,04 MPs/g), nieco mniejszy z uli poliuretanowych (64 851,69 MPs/g), a najmniej ze styropianowych (62 532,40 MPs/g), jednak „przeprowadzona analiza nie wykazała istotnych statystycznie różnic w liczbie MPs/mg pomiędzy ulami” (test Kruskala-Wallisa, p = 0,413). Na pytanie o tę zależność, że liczbowo najwięcej cząsteczek było w ulach drewnianych, więc dlaczego nie jest to istotne, prelegentka odpowiedziała, że to wniosek osoby, która się zna na interpretacji wyników, a ona jej wierzy. Domyślam się, że ma to związek z liczebnością grup (uli drewnianych było najwięcej – 62, natomiast styropianowych było 13, a poliuretanowych 11). Być może też jedne próbki miały bardzo wysokie wyniki, a inne bardzo niskie. Interesująca natomiast jest informacja, skąd może pochodzić mikroplastik w przypadku uli drewnianych. Mikroplastik wyekstrahowany z wosku może pochodzić nie tylko z łuszczącej się farby, którą pokryto drewniane ule (zwłaszcza wylotek), lecz także z foliowych powałek, opakowań po cieście czy termoizolacji z tworzyw sztucznych. Badaczka potwierdziła zresztą, że w jednym z uli pszczoły faktycznie wbudowały w plaster kawałek folii pochodzącej z opakowania. Być może takie dodatkowe czynniki będą brane pod uwagę w przyszłych badaniach. Poziom mikroplastiku w wosku nie był powiązany z wielkością populacji miejskiej ani z natężeniem ruchu drogowego. Myślę, że temat mikroplastiku jest wart uwagi nie tylko pod kątem gospodarki pasiecznej, lecz także pod kątem naszych codziennych wyborów przy okazji zakupów.
Godne uwagi było także wystąpienie mgr inż. Julii Wincenciak z Uniwersytetu Rolniczego im. Hugona Kołłątaja w Krakowie poświęcone wpływowi ekspozycji na światło na długość życia oraz zdolności poznawcze pszczoły miodnej. Warto dodać, że strona graficzna przygotowanej prezentacji, jak również samo wystąpienie wyróżniało się na tle pozostałych. Badaczki założyły (badania były prowadzone we współpracy z dr hab. Karoliną Kuszewską), że przedłużona ekspozycja na światło negatywnie wpłynie na długość życia robotnic, zdolności uczenia się oraz tzw. bias poznawczy. Badania mają znaczenie zwłaszcza w kontekście utrzymywania pszczół w miastach, gdzie rodziny pszczele są narażone na dłuższą ekspozycję na sztuczne światło. Robotnice pozyskano z czterech niespokrewnionych rodzin i poddano różnym reżimom świetlnym: L:D 100:0 (stałe światło), L:D 75:25 (przewaga światła), L:D 50:50 (równy czas światła i ciemności), L:D 25:75 (przewaga ciemności) oraz L:D 0:100 (całkowita ciemność). Wyniki badania potwierdziły, że długotrwała ekspozycja na światło (L:D 100:0 oraz 75:25) skraca długość życia pszczół oraz upośledza zdolności poznawcze pszczół (w porównaniu do pszczół utrzymywanych w warunkach imitujących naturalny cykl dobowy (L:D 25:75 oraz 50:50) lub przebywających w ciemności (L:D 0:100). Warto dodać, że eksperymenty przeprowadzane były w warunkach klatkowych. Być może w przyszłości zostaną powtórzone w warunkach polowych (są trudniejsze z uwagi na dodatkowe czynniki, które trudniej jest kontrolować).
Fenomenalne było wystąpienie Wiktorii Bajek z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach pt. „Nieobecność w szkole podstawowej treści nauczania związanych z zapylaniem i owadami zapylającymi”. Niesamowita energia i lekkość wypowiedzi sprawiła, że prelegentka stała się ulubienicą publiczności. Pomyślałam, że gdyby w szkołach uczyły takie nauczycielki (i nauczyciele) jak Wiktoria, to każdy chodziłby tam z przyjemnością. Autorka w sposób niezwykle ujmujący i dyplomatyczny zwróciła uwagę na zaniedbania edukacyjne dzieci i młodzieży w zakresie roli i różnorodności zapylaczy w Polsce (przy okazji odkryliśmy źle podpisane zdjęcie jednego z gatunków trzmieli w jednym z podręczników!). Wiktoria Bajek wykonała ogrom pracy i przeanalizowała treści podręczników do nauczania przyrody i biologii dla klas IV-VIII szkoły podstawowej z wydawnictw: Nowa Era, WSiP oraz GWO. Autorka przyjrzała się także podstawie programowej kształcenia ogólnego w zakresie przyrody i biologii w szkole podstawowej.
Podczas wystąpienia mogliśmy się zapoznać ze zdjęciami treści podręczników oraz wynikami badań – np. jak często pojawiają się w nich słowa kluczowe takie jak „owad”, „pszczoła”, „trzmiel”, „zapylanie” ogólnie oraz w kontekście etymologicznym lub zapylania. Aby pogłębić badania, autorka sprawdziła także częstotliwość występowania słowa „owad” w różnych przypadkach oraz liczbie, a także słowa pochodne. Wnioski są pesymistyczne. Mimo że podstawa programowa kształcenia ogólnego nakłada obowiązek nauczania o różnorodności biologicznej i relacjach organizmów ze środowiskiem, to brakuje w niej jednoznacznych wytycznych dotyczących realizacji zagadnień związanych z procesem zapylania oraz różnorodnością owadów zapylających. Skutkuje to niewielką liczbą informacji na ten temat zamieszczanych w podręcznikach, a to z kolei rodzi konsekwencje w postaci niewiedzy uczniów. Przykład ten obrazuje, jak ważne stają się działania podejmowane przez pszczelarzy i pszczelarki, którzy angażują się w organizowanie dodatkowych lekcji edukacyjnych dla uczniów. Na temat edukacji przyrodniczej w pasiece jako sposób na zrozumienie świata pszczół i otaczającej nas przyrody z kolei krótko mówiła dr inż. Joanna Bykowy podczas sesji posterowej. Można więc uznać, że tematy poruszone na IX Pszczelarskiej Konferencji Młodych Naukowców doskonale się przenikały i uzupełniały.
Na zakończenie muszę jeszcze wspomnieć o wystąpieniu dr inż. Anety Sikory z Fundacji Ochrony Trzmieli pt. „Monitoring trzmieli (Bombus Spp.) w Polsce w ramach citizen science. Wspominam o nim dopiero teraz, aby zachować kolejność wystąpień, ale to nie oznacza, że było mniej ważne, a wręcz przeciwnie – jury zdecydowało, że nagroda za najlepsze wystąpienie powędruje właśnie do tej prelegentki.
Myślę, że gdybyście byli na tej konferencji, to Aneta Sikora Was też by przekonała do nauki obywatelskiej (czyli właśnie citizen science), czyli zaangażowania w badania naukowe (mimo że najprawdopodobniej nie jesteście naukowcami). Wystąpienie dotyczyło monitoringu trzmieli i pionierskiego projektu „Znajdź trzmiela” zapoczątkowanego w 2018 r. (trwał 5 lat), prowadzonego przez Stowarzyszenie Natura i Człowiek (które zmieniło nazwę na Fundacja Ochrony Trzmieli). Polegał on na inwentaryzacji bogactwa gatunkowego oraz ocenie rozmieszczenia populacji trzmieli na terenie Polski, a do tego celu służyła aplikacja mobilna. Z kolei w 2025 r. rozpoczęto Krajowy Monitoring Trzmieli, w ramach którego stworzono społeczność wolontariuszy, którzy prowadzili badania wg przyjętej metodyki. Fundacja planuje kolejne działania, dlatego warto obserwować ich profil np. na Facebooku.
Mam nadzieję, że zdołałam Was zachęcić do udziału w podobnych wydarzeniach. Warto na bieżąco uzupełniać wiedzę i zdobywać nowe kontakty, zwłaszcza w tak kreatywnym, otwartym i zaangażowanym gronie jak Młodzi Naukowcy (jak to powiedziała Aneta Sikora podczas odbierania nagrody za najlepsze wystąpienie: „Najlepsze jest to, że to jest nagroda za wystąpienie dla MŁODYCH naukowców!” Oczywiście nie ma tutaj progów wiekowych – wystarczy być młodym duchem). Kolejna edycja konferencji odbędzie się 19-21.03.2027. Zapiszcie sobie tę datę w kalendarzu już teraz! A jeśli jesteście zainteresowani opublikowaniem wyników swoich badań w monografii, którą właśnie przygotowuje Instytut Apidologii, to do 30 kwietnia 2026 można przesyłać propozycje artykułów.
Oprac.Teresa Kobiałka

