NEWS:

Brak zdjęcia autora artykułu Administrator

Barszcz Sosnowskiego: miododajne przekleństwo

Fot. Wikipedia (Krzysztof Ziarnek Kenraiz - Praca własna, CC BY-SA 4.0)

Relacja między pszczołą miodną a inwazyjnym barszczem Sosnowskiego okazuje się znacznie bardziej skomplikowana i niebezpieczna, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Choć roślina ta jest niezwykle atrakcyjna dla pszczół ze względu na swoją ogromną wydajność, najnowsze badania dr Emilii Grzędzickiej z Polskiej Akademii Nauk rzucają nowe światło na ekologiczne koszty tej symbiozy. Okazuje się, że ekspansja barszczu odbywa się bezpośrednio kosztem dzikich owadów zapylających, co w dłuższej perspektywie zagraża równowadze całego ekosystemu.

Magnes na pszczoły i pustynia dla samotnic

Analizy prowadzone w południowej Polsce, między innymi na Podhalu i w okolicach Krakowa, dostarczyły alarmujących dowodów. W miejscach, gdzie barszcz Sosnowskiego dominuje w krajobrazie, pszczoły miodne występują w zagęszczeniach nawet czterokrotnie większych niż na terenach wolnych od tej rośliny. Ta masowa obecność owadów hodowlanych praktycznie wyklucza inne gatunki. Pszczoły miodne, dzięki swojej doskonałej pamięci i zdolności do sprawnej komunikacji, błyskawicznie opanowują obfite źródło nektaru, jakim są ogromne baldachy barszczu.

Badania dr. Emilii Grzędzickiej wykazały, że na powierzchniach silnie porośniętych barszczem pszczoły miodne były nawet czterokrotnie liczniejsze niż na terenach bez tej rośliny. W efekcie dzikie pszczoły, trzmiele czy muchówki zostają wypchnięte z tych terenów, nie mając szans w konfrontacji z tak licznymi i zorganizowanymi koloniami.

Specyficzna budowa kwiatostanów barszczu Sosnowskiego, przypominająca płaskie platformy złożone z tysięcy drobnych kwiatów, idealnie wpisuje się w model żerowania pszczół miodnych. Pozwala im to na niezwykle wydajną pracę bez konieczności częstego przemieszczania się. Niestety, ta efektywność ma swoją mroczną stronę – im więcej pszczół miodnych odwiedza barszcz, tym skuteczniej go zapyla. Pojedynczy osobnik tej rośliny może wyprodukować nawet 20 tysięcy nasion, co prowadzi do powstawania milionowych kolonii, które błyskawicznie zajmują nowe obszary i wypierają rodzimą roślinność.

Błędne koło inwazji i brak systemowych rozwiązań

Problem potęguje fakt, że odległość od pasieki nie stanowi dla pszczoły miodnej bariery, jeśli w zasięgu znajduje się tak bogate źródło pożywienia. Tymczasem dzikie zapylacze, preferujące różnorodne łąki, unikają sąsiedztwa pasiek i monokultur barszczu. Sytuacja na Podhalu, gdzie roślina ta została sprowadzona w latach 70. jako pasza i surowiec miododajny, jest określana mianem lokalnej katastrofy ekologicznej. W dolinach rzecznych, takich jak okolice Białego Dunajca czy Poronina, barszcz tworzy zwarte łany, całkowicie eliminując inne gatunki roślin i owadów.

Niestety, walka z tym „najeźdźcą” w Polsce kuleje, co potwierdza najnowszy raport Najwyższej Izby Kontroli. Kontrolerzy wykazali, że polskie gminy wykazują się dużą biernością w eliminowaniu inwazyjnych gatunków obcych. Brakuje rzetelnych inwentaryzacji, a programy ochrony środowiska często istnieją tylko na papierze. W wielu miejscach barszcz rośnie w bezpośrednim sąsiedztwie domów i szkół, stanowiąc realne zagrożenie dla zdrowia ludzi ze względu na zawarte w nim furanokumaryny, czyli silnie toksyczne związki fototoksyczne, które w kontakcie ze skórą i pod wpływem słońca (UV) wywołują ciężkie oparzenia, pęcherze, owrzodzenia i stany zapalne (fitofotodermatoza). Działają po kilku godzinach, a zagrożeniem są nawet związki lotne w powietrzu.

Odpowiedzialność pszczelarzy i nowe podejście

W środowisku pszczelarskim wciąż zdarza się ciche przyzwolenie na obecność barszczu czy inwazyjnej nawłoci, postrzeganych jako łatwy pożytek. Eksperci ostrzegają jednak, że usuwanie tych roślin dopiero po przekwitnięciu jest nieskuteczne, gdyż nasiona zdążą się już rozprzestrzenić. Konieczna jest zmiana myślenia i uświadomienie sobie, że nadmierne zagęszczenie rodzin pszczelich w jednym miejscu może stać się zagrożeniem porównywalnym do rolnictwa wielkopowierzchniowego.

Współczesne pszczelarstwo powinno ewoluować w stronę mniejszej liczby rodzin pszczelich utrzymywanych w lepszej kondycji zdrowotnej oraz większej dbałości o rozmieszczenie pasiek w krajobrazie. Kluczowe jest niszczenie barszczu Sosnowskiego już na samym początku kwitnienia i unikanie stawiania uli w pobliżu jego stanowisk, aby nie wspierać nieświadomie dalszej ekspansji tej niebezpiecznej rośliny.


Źródła:
www.farmer.pl
www.gov.pl
Pasieka24.pl - Niepokojący raport NIK dotyczący przeciwdziałania gatunkom obcym

 Zamów prenumeratę czasopisma "Pasieka"

z Polski


z Polski