NEWS:

W ostatnich dniach przez media społecznościowe i podczas spotkań pszczelarskich przetoczyła się fala alarmujących doniesień. Internauci alarmują, że polski rząd uznał pszczoły za „szkodniki” i planuje systemowe niszczenie pasiek. Sprawdziliśmy, czy polskie pszczelarstwo ma powody do obaw?

Czy pszczoły to „zagrożenie dla środowiska”? Wyjaśniamy kontrowersje wokół nowego projektu Ministerstwa Klimatu

Pszczoły to "zagrożenie dla środowiska" wg Ministerstwa Klimatu?
Fot. Teresa Kobiałka

W ostatnich dniach przez media społecznościowe i podczas spotkań pszczelarskich przetoczyła się fala alarmujących doniesień. Internauci alarmują, że polski rząd uznał pszczoły za „szkodniki” i planuje systemowe niszczenie pasiek. Sprawdziliśmy, czy polskie pszczelarstwo ma powody do obaw? Wszystko zaczęło się od publikacji roboczego materiału (został przedstawiony na etapie prekonsultacji) przygotowanego przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ) w ramach prac nad Krajowym Planem Odbudowy Zasobów Przyrodniczych (KPO ZP). Dokument ten jest realizacją unijnego rozporządzenia z czerwca 2024 roku, które zobowiązuje państwa członkowskie do rewitalizacji ekosystemów.

Skąd wzięły się kontrowersje?

Teza o uznaniu pszczoły miodnej za „zagrożenie” jest wynikiem dużego uproszczenia i politycznej manipulacji. W projekcie KPO ZP nie znajdziemy zapisu nazywającego pszczoły szkodnikami. Pojawia się tam jednak sformułowanie dotyczące „ograniczenia negatywnego wpływu hodowli pszczoły miodnej na populacje dzikich zapylaczy”. Właśnie to zdanie, wyrwane z kontekstu, stało się paliwem dla teorii o planowanej „likwidacji pszczelarstwa”. Tymczasem dokument odnosi się do konkretnych wyzwań ekologicznych, z którymi mierzy się cała Europa.

O co naprawdę chodzi? Problem przepszczelenia

Kluczem do zrozumienia zmian jest odróżnienie pszczoły miodnej (zwierzęcia hodowlanego) od dzikich zapylaczy (takich jak trzmiele czy pszczoły samotnice). Jak wyjaśnia dr. Anna Gajda, kierowniczka Pracowni Chorób Owadów Użytkowych SGGW, problemem nie jest sama obecność pszczół, lecz tzw. przepszczelenie.

„Absolutnie nie chodzi tu o «wyprowadzenie pszczoły miodnej z miast, lasów czy wsi», tylko o działania zapobiegające niekontrolowanemu powiększaniu populacji pszczół hodowlanych, tak zwanemu przepszczelaniu danego terenu. To poniekąd już się dzieje, gdyż od tego roku każdy, kto posiada rodziny pszczele, musi je zgłosić do Powiatowego Lekarza Weterynarii. Nie chodzi o zabranianie hodowli pszczół miodnych, a jedynie próbę utrzymania równowagi i status quo”.– tłumaczy dr. Gajda.
Ekspertka wskazuje na dwa główne ryzyka zbyt dużego zagęszczenia uli:

  1. Konkurencja o pokarm: Na danym terenie ilość roślin miododajnych jest ograniczona. Zbyt duża liczba rodzin pszczelich może doprowadzić do tego, że dla dzikich gatunków zabraknie pożywienia.
  2. Transfer patogenów: Wysokie napszczelenie sprzyja szybszemu rozprzestrzenianiu się chorób między pszczołami hodowlanymi a dzikimi.

Jakie zmiany są proponowane?

Wstępny projekt dokumentu wymienia propozycje środków, które mają pomóc w odbudowie różnorodności zapylaczy. Wśród nich znalazły się:

  • Wsparcie odbudowy populacji owadów zapylających poprzez prowadzenie zrównoważonej i racjonalnej gospodarki pasiecznej.
  • Wzmocnienie procedur egzekwowania i weryfikowania rejestracji pasiek i monitoringu (w tym przemieszczania uli). Podobne działania należy rozważyć w odniesieniu do zakładów komercyjnie hodujących trzmiele.
  • Uwzględnianie w dokumentach samorządów lokalnych interakcji pomiędzy potrzebami odbudowy populacji dzikich owadów zapylających a gospodarką pasieczną, w tym wzięcie pod uwagę maksymalnego dopuszczalnego funkcjonalnego zagęszczenia uli.
  • Dążenie do likwidacji pasiek na dachach instytucji publicznych przez niekontynuowanie dalszych umów oraz zachęcanie do wypowiadania takich umów przez podmioty prywatne.
  • Uwzględnienie w decyzjach derogacyjnych i planistycznych interakcji pomiędzy gospodarką pasieczną na obszarach objętych ochroną rezerwatową i w parkach narodowych.
  • Wspieranie działań promujących hodowlę rodzimych i lokalnie przystosowanych odmian pszczoły miodnej oraz ochronę dziko żyjących rodzin tego gatunku.
  • Stopniowe ukierunkowanie polskiego pszczelarstwa na hodowlę lokalnie przystosowanych odmian pszczół miodnych.
  • Powiększenie obecnych obszarów ochrony rodzimych podgatunków i wprowadzenie skutecznych kontroli utrzymywanych tam podgatunków pszczół.
  • Ograniczenie sprowadzania do hodowli obcych genetycznie matek pszczelich.
  • Edukacja pszczelarzy i społeczeństwa w zakresie wpływu owadów utrzymywanych przez człowieka na bioróżnorodność, promocja dobrych praktyk pszczelarskich.
  • Zwiększenie wymiaru godzinowego zajęć z zakresu chorób pszczół i gospodarki pasiecznej wraz z informacją o interakcjach pomiędzy pszczołą miodną a populacjami dzikimi owadów zapylających w ramach edukacji na poziomie średnich i wyższych szkół o profilu rolniczym.
  • Wypracowanie mechanizmu dostępu organów ochrony przyrody do rejestrów prowadzonych przez powiatowych lekarzy weterynarii oraz współpracy między Inspekcją Weterynaryjną a organami ochrony przyrody.

Pamiętajcie, że powyższe treści są w fazie jeszcze przed konsultacjami. Planowane są spotkania z przedstawicielami organizacji pszczelarskich, a ponadto każdy będzie mógł przesłać swoje uwagi.

To dopiero początek drogi – głos pszczelarzy będzie słyszalny

Warto podkreślić, że – tak jak wyżej wspomniano – komentowany dokument to wstępny projekt, który znajduje się na etapie prekonsultacji. Nie jest on obowiązującym prawem. Polska ma czas do września 2026 roku na przedstawienie ostatecznej wersji planu Komisji Europejskiej.

Anna Gajda uspokaja środowisko pszczelarskie: „Absolutnie nie twierdzimy, że pszczoła miodna jest zła. Po pierwsze to jest sojusznik środowiska, a po drugie sojusznik rolnictwa ogółem. Nie da się mieć takich plonów, jakich potrzebujemy i wyżywić tylu ludzi, ile wyżywiamy bez jej udziału. Natomiast pamiętajmy o dysproporcji. Potrzebujemy wszystkich około 400 gatunków pszczół, aby zarówno rolnictwo, jak i dzika przyroda mogły prawidłowo funkcjonować”.

I dodaje: „Największym zagrożeniem w tej debacie jest dziś nie sama różnica stanowisk, ale język skrajnych uproszczeń. Potrzebujemy spokojnej, eksperckiej rozmowy o faktach: o kondycji dzikich zapylaczy, o roli pszczoły miodnej i o tym, jak projektować rozwiązania, które będą jednocześnie racjonalne przyrodniczo i akceptowalne społecznie”.

Ze swojej strony apelujemy o spokój i sprawdzanie informacji, zwłaszcza przed ich udostępnieniem i napędzaniem polaryzacji i spirali nienawiści. Działamy przecież dla wspólnego dobra!

Oprac.Teresa Kobiałka

Źródła: TVN24
www.infowire.pl/

 Zamów prenumeratę czasopisma "Pasieka"

z Polski


e-Prenumerata czasopisma Pasieka

z Polski