NEWS:

Wywiad o pszczelarstwie miejskim, przepszczeleniu dużych miast i wpływie uli na dzikie zapylacze. Rozmowa porusza kwestie bazy pożytkowej, regulacji prawnych, edukacji oraz odpowiedzialnego zakładania pasiek w przestrzeni miejskiej.
  • W wydaniu drukowanym strona: 42

Pozostałości zabudowań historycznego fortu pełnią obecnie miejsca siedlisk dzikich pszczół. Fot. Koefbac, CC-BY-SA-4.0

Z artykułu dowiesz się m.in.:

  • czym są siedliska kserotermiczne;
  • czy w Polsce są dobre warunki do zachowania bioróżnorodności pszczół;
  • czy w niektóych polskich miastach jest zbyt duże napszczelenie.

Moda na pszczelarstwo miejskie – wywiad z Emilią Wasielewską

Moją gościną jest Emilia Wasielewska. Entomolożka, melitolożka, entuzjastka dziko żyjących owadów zapylających, członkini Polskiego Towarzystwa Entomologicznego z ogromną pasją i miłością do wszystkich pszczół – do Apis mellifera także.

Emilia Wasielewska

JJ: Dzień dobry, Emilio. Specjalizujesz się w tematach związanych z pszczołami w mieście, w tym pszczelarstwem miejskim.

EW: Owszem. Od już kilku lat badam stan populacji pszczół w Parku Cytadela w Poznaniu. Jest to ciekawy zakątek Poznania. Znamy w nim kilka siedlisk o różnych wartościach dla pszczół: kserotermiczne, zmiennowilgotne i dlatego zaobserwowaliśmy tam aż ponad 100 gatunków z 490 występujących w Polsce.

JJ: Czym są warunki kserotermiczne?

EW: To są takie warunki, które są ciepłolubne, bardzo nasłonecznione, piaskowe, lekko pustynne. Należą do nich np. skalniaki i piaszczyste wydmy.

JJ: Czy Polska jest dobrym miejscem na względnie dobre warunki dla bioróżnorodności pszczół?

EW: Tak, ogólnie pszczoły lubią takie warunki kserotermiczne. Większość z nich jest zdecydowanie ciepłolubna i lata, kiedy temperatura przekracza 8–9°C. Choć występują też pszczoły, takie jak niektóre gatunki trzmieli lub pszczolinek, które potrafią latać w niższych temperaturach.

JJ: Poza tym, że badasz dzikie pszczoły, to jesteś także pszczelarką.

EW: Zgadza się. Swoją przygodę z pszczołami rozpoczęłam właśnie w obrębie swojego podwórka od pszczoły miodnej. Postanowiłam zrobić kurs pszczelarski. Jestem hobbystką. Obcowanie z kolonijnym, eusocjalnym organizmem to dla mnie niesamowite doświadczenie z poznawania biologicznego świata.

JJ: Opiekujesz się również pasieką w Poznaniu.

EW: Właściwie częściowo, opiekę nad tą pasieką przejął po mnie inny pszczelarz. To jest pasieka przy Zakładzie Lasów Poznańskich złożona z 4 uli. W jej obrębie nie ma żadnych innych pasiek. Niedaleko są działki i użytek ekologiczny z różnymi rodzajami łąk kwietnych. Mam nadzieję, że te 4 ule za bardzo nie zaburzają lokalnego ekosystemu.

JJ: Dlaczego mówisz o zaburzeniu?

EW: Nie występują tam wielkohetarowe pożytki towarowe, na których mogłaby się wyżywić większa ilość pszczół miodnych. Jest to teren pożytkowo wyspowy. Moim zdaniem, zanim wprowadzi się pszczołę miodną w jakiś fragment miejskiego ekosystemu, należy sprawdzić, co w tym ekosystemie rośnie. My tak zrobiliśmy przez pierwsze dwa lata, zanim sprowadziliśmy tu pszczoły. Gdyby się okazało, że wprowadzona przez nas pszczoła miodna, kolokwialnie mówiąc, wyczyści z pyłku i nektaru jakąś ważną roślinę dla sieci zapyleń, to inne pszczoły, które żerują tylko na tym gatunku rośliny, mogłyby mieć problem z przetrwaniem w tym miejscu. Chodzi o to, żeby nie zaburzać tego, co już w ekosystemie istnieje, bo nie ma nic ważniejszego niż różnorodność, która się składa na ten ekosystem. Może to mieć nie tylko negatywne oddziaływanie na niektóre gatunki innych pszczół, ale także dla samej pszczoły miodnej. Zbyt duża konkurencja też jej nie służy. Dlatego pierwsze co powinniśmy robić, gdy myślimy o nowej pasiece, to sprawdzić, czy w okolicy mamy wystarczającą ilość pożytków oraz jak dużo jest pasiek w pobliżu. Jeżeli znajdowałyby się tam inne pasieki, to byśmy tam dodatkowych uli już nie wprowadzali.

JJ: Czy jest z tym w Polsce problem?

EW: W dużych miastach mamy zbyt duże napszczelenie, a w przypadku wielu z nich mówimy już niestety o przepszczeleniu. Stawiamy zbyt dużo pni w obrębie danego miasta, w stosunku do ilości pożytków dla innych pszczół samotnych i samej pszczoły miodnej.

JJ: Czy to stwierdzenie wynika z danych?

EW: Oczywiście, na przykład w Poznaniu w 2023 r. było 879 pasiek. W promieniu lotu pszczoły miodnej od samego parku Cytadela, gdzie jest obszar Natura 2000 i mamy zaobserwowane naukowo 122 gatunki pszczół, w tym kilka bardzo cennych przyrodniczo, jest aż 70 pasiek! Brakuje nam jednak precyzyjnych danych. Wynika to z różnic pomiędzy pasiekami ujętych w rejestrze a rzeczywistą ich liczbą. Występują pasieki w ogóle niezgłoszone, co jest strasznym zjawiskiem ze względu na zagrożenie weterynaryjne oraz brak jakiejkolwiek możliwości do kontroli ilości pasiek w mieście.

JJ: Od jakiej liczby pni na kilometr występuje w mieście według Ciebie już duże przepszczelenie?

EW: Średnio od 8–10 pni/1 km2.

JJ: Jak do tego doszło, że niektóre miasta mają tak duże przepszczelenie?

EW: Moda, która wzięła się z nagłaśniania tematu masowego ginięcia pszczół. Doszło tu do pewnego nieporozumienia. Owszem, jesteśmy jako ludzie uzależnieni uprawowo od zapylania przez pszczoły, ale niekoniecznie głównie przez pszczoły miodne. Pszczoła miodna nie jest na przykład świetnym zapylaczem sadów. Tu znacznie lepiej sprawdzają się pszczoły miesierkowate, ze względu na ciało pokryte bardzo dużą ilością włosków, zwinność lotu oraz długość języczka. Kiedy przeciętnego człowieka zapytamy jednak o pożyteczną pracę pszczół, to wymieni przede wszystkim pszczołę miodną. Z tą pszczołą kojarzą mu się wszystkie pszczoły. One są najbardziej rozpoznawalne medialnie. Ludzie zaczęli łączyć masowe ginięcie pszczół miodnych na monokulturowych przemysłowo uprawianych polach z potrzebą ochrony pszczół dziko żyjących. Ktoś wpadł na pomysł, że w związku z tym przez wprowadzenie pszczół miodnych do miast można chronić pszczoły. Powstała moda na pszczelarstwo na dachach, na balkonie. To był świetny chwyt marketingowy. Nikt jednak nie zakłada kurników na dachach, aby ratować dziko żyjące ptaki.

Ratowanie pszczół na siłę przez zwiększenie ich napszczelenia to pomyłka, która wyrządza krzywdę także samej pszczole miodnej. Duże miasto to nie jest środowisko, w którym pszczoła miodna dobrze się czuje. Krajobraz jest podzielony. Musi kluczyć, latając pomiędzy wyspami zielonych fragmentów w betonowej dżungli. Ilość metali ciężkich też nie jest bez znaczenia. To, że w miodach nie ma ich większej ilości niż w miodach wiejskich, to nie znaczy, że różnego rodzaju oleje i smary, które rośliny kumulują, są obojętne dla pszczół. Pszczoła miodna, owszem, odfiltruje zanieczyszczenia w produktach pszczelich, ale kosztem swojego zdrowia i larw: jej dzieci. A mało się mówi o tym, że pszczoły miodne w miastach żyją krócej. Dobrostan pszczół miodnych stał się niestety kosztem, który można poświęcić w imię marketingu. To jest niesamowicie smutne. Na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby, które od początku tej mody biły na alarm w tej sprawie. Wszyscy inni ulegli tej modzie. Aktualnie widuję na dachach po 8–12 uli, co jest dla mnie absurdalne, kiedy mamy obserwacje wskazujące, że tam, gdzie jest więcej pszczoły miodnej, tam wycofują się cenne z punktu widzenia ochrony środowiska inne gatunki pszczół, a także np. chrząszcze. Powstał z tego biznes związany z beewashingiem, czyli zarabianiem na procederze wprowadzania pszczół do miast i utrzymywaniu ludzi w błogiej nieświadomości, że w ten sposób robią dobrze. A jest to promowanie zjawiska, które opiera się na krzywdzie innych zwierząt.

JJ: Warto to podkreślać. Dobrze, że o tym mówisz.

EW: Celowo mówię o owadach jako o zwierzętach, bo bardzo często one są postrzegane jako robale. Robal to nie jest owad. To zupełnie inny organizm. Moim mottem jest, abyśmy potraktowali czasem tego owada tak jak sarnę, króliczka czy liska. Bo czym się one różnią? Tylko wielkością. To są żywe organizmy, i tak jak my, też mają prawo do życia.

JJ: Z badań wychodzi, że mają zdolności kognitywne.

EW: Dokładnie tak. Udowodniono eksperymentalnie, że trzmiele potrafią nawet liczyć do czterech.

JJ: Co można zrobić w tej kwestii? Jak wiemy, moda na wprowadzanie pszczół do miast postępuje.

EW: Trudne pytanie. Staram się coś zmienić w tej kwestii od wielu lat we własnym zakresie i biję głową w mur. Sama edukacja nie wystarczy. Powinniśmy zmienić prawo w ten sposób, aby przynajmniej w miastach pozwoliło nam to zapanować nad tym problemem.

Jakub Jaroński


 \"WydanieZamów prenumeratę czasopisma "Pasieka"