NEWS:

Autor podsumowuje sezon pszczelarski 2025: nietypową pogodę, problemy z pożytkami, masowe straty rodzin pszczelich i rolę warrozy. Wskazuje wnioski praktyczne dotyczące leczenia, gospodarki pasiecznej oraz przygotowania na kolejne sezony.
  • W wydaniu drukowanym strona: 18

Fot. Agnieszka Wielińska

Z artykułu dowiesz się m.in.:

  • z jakimi wyzwaniami mierzyli się pszczelarze w 2025 r.;
  • jakie pożytki dopisały;
  • czy straty były dotkliwe.

Nowe doświadczenia – podsumowanie sezonu 2025

Pszczoły fascynują nas organizacją swojego życia, a praca w pasiece nie może być nużąca, gdyż co rusz wykonuje się inne czynności, realizuje inne zadania. Nawet powtarzalność kolejnych prac wynikająca z corocznej sezonowości nie nudzi, a to dlatego, że nie ma dwóch jednakowych sezonów. Każdy jest bardziej lub mniej inny od poprzednich, w każdym też mierzymy się z nowymi wyzwaniami. Przyczyną tych kontrastów najczęściej są różnice pogodowe, ale też inne, niezależne od nas zjawiska. Miniony sezon roku 2025 był szczególny pod tym względem i postawił przed nami wiele nowych wyzwań, którym sprostać jest trudno nawet doświadczonym pszczelarzom.

Jaka była pogoda?

Najprościej byłoby powiedzieć – dziwna. Pory roku wyznaczane przez kalendarz niekoniecznie miały odzwierciedlenie w naturze. Długa i ciepła jesień w poprzedzającym ostatni sezon 2024 r. nie niepokoiła. Wiemy, że pszczoły dobrze przygotowane do zimy na pewno sobie poradzą. Ale zima też była jakaś nijaka. Tym bardziej niecierpliwe było nasze oczekiwanie wiosny. Długo musieliśmy czekać na słońce, kwiaty i masowe wiosenne obloty. Zimny marzec i kwiecień przytrzymały pszczoły w ulach. Na szczęście w maju aura przypomniała sobie, że czas wiosnę zaczynać, gdyż pszczoły już dłużej czekać nie mogą. Niestety, na czas wystąpienia najważniejszych wiosennych pożytków wracało zimno i pszczółki nie mogły wykazać swojego potencjału. Podobnie było latem, za to jesień była nader zimna, brzydsza niż te ciepłe, do których łatwo się przyzwyczailiśmy. Analizując pogodę, można powiedzieć, że nie było zimy, ale też wiosny i lata, jesień zaś była jakaś zbyt jesienna. To wszystko może nam wyjaśnić niezbyt udane wyniki naszego gospodarowania, chociaż jeśli pragniemy zrozumieć dogłębnie bieżące problemy pojawiające się w pasiekach, musimy na kwestie pogodowe spojrzeć w znacznie szerszym przedziale czasowym.

Straty zimowe i nie tylko

zablokowane [...] - część treści ukryta, w całości dostępna tylko dla zalogowanych e-Prenumeratorów

Co zatem się stało, że pomimo naszej troski pszczoły słabną i giną? W większości przypadków winna jest jak zawsze warroza, której inwazji wyjątkowo sprzyjała pogoda, ale jeszcze ta w roku poprzednim, 2024. Przypomnijmy sobie, jak wczesna była wiosna tamtego roku. Rozwój pszczół zaczął się już pod koniec stycznia. W marcu było wiele ciepłych dni, a kwiecień prawie cały był wiosenny, z niemalże letnią końcówką. Wczesny, intensywny rozwój rodzin stworzył doskonałe warunki dla dynamicznego wzrostu populacji warrozy. Rozpoczęcie czerwienia na dużą skalę już w połowie zimy sprawiło, że w pasiekach wychowały się przynajmniej dwa pokolenia pasożytów więcej. Porażenie pszczół i czerwiu pod koniec sezonu było zatem odpowiednio większe. Pszczoły wygryzione w sierpniu i wrześniu były przez to w słabej kondycji, do tego silnie porażone wirusami zdeformowanych skrzydeł, ostrego paraliżu i innymi. Zamiast przeżyć zimę i na początku wiosny odchować pokolenie swoich młodszych sióstr, zginęły jeszcze jesienią, zimą lub na przedwiośniu. Zginęły, mimo skrupulatnie przeprowadzonych przez nas zabiegów leczniczych. Stąd wniosek, że leczenie trzeba wykonywać jeszcze dokładniej, wykorzystując na zabiegi okresy bezczerwiowe, gdyż wtedy nasze działania są najbardziej skuteczne. A sytuacja nie napawa optymizmem, miniony sezon bowiem, mimo że był spóźniony i nietypowy, sprzyjał intensywnemu rozwojowi warrozy. Ciepły styczeń 2025 sprawił, że w gniazdach już wtedy były dwie lub trzy ramki z czerwiem zasklepionym. Jeśli po jesiennych zabiegach pozostały w rodzinach jakieś pojedyncze pasożyty, miały wyjątkową okazję, by tak wcześnie zwielokrotnić swoją liczebność.

zablokowane [...] - część treści ukryta, w całości dostępna tylko dla zalogowanych e-Prenumeratorów
Fot. Agnieszka Wielińska

Dość szalony sezon

W efekcie anomalii pogodowych sezon był trudny i wymagał od nas dużo więcej pracy niż zazwyczaj. Późna wiosna po ciepłej zimie mogła sprawić, że w gniazdach kończyły się zapasy. Gdy już zrobiło się ciepło, zakwitły mniszki, drzewa owocowe i zaraz potem rzepaki, pogoda się psuła i straszyła chłodem, co skutecznie ograniczało pracę pszczół. Kolejne pożytki też nie wszędzie się udały. W wielu rejonach zmarzły zawiązki kwiatów akacji i ten bardzo ważny pożytek przepadł. Lipy nektarowały słabo, mimo pozornie dobrych warunków, bowiem w czasie ich kwitnienia było ciepło i wilgotno. Z gryką bywało różnie, ale też pszczelarze nie są zbiorami z niej zachwyceni. Nawłoć nie nektarowała, gdyż potrzebna jest do tego duża wilgotność gleby. Niestety, w drugiej połowie lata na większej powierzchni naszego kraju panowała susza hydrologiczna.

zablokowane [...] - część treści ukryta, w całości dostępna tylko dla zalogowanych e-Prenumeratorów

Jest dobrze czy źle?

zablokowane [...] - część treści ukryta, w całości dostępna tylko dla zalogowanych e-Prenumeratorów

Sławomir Trzybiński


 \"WydanieZamów prenumeratę czasopisma "Pasieka"